środa, 22 lutego 2017

Co nowego?

Witajcie!

Dzisiaj, mam dla Was krótki post z kosmetycznymi nowościami, wśród których znalazły się produkty dobrze mi znane oraz zupełne nowości.


Zakupy z ostatnich kilku tygodni:


Krem pod oczy Soraya Hialuronowy bardzo lubię i pisałam już o nim na blogu. Na olejek Nacomi ze słodkich migdałów skusiłam się będąc w Hebe, stosuje go do pielęgnacji twarzy i olejowania włosów.  Kremy do rąk z pompką są są bardzo praktyczne dlatego kupiłam Regenerujący krem do rąk Tamaryndowiec z zieloną pomarańczą. Szukałam pudru, który będzie matowić na długo, dlatego zamówiłam Puder bambusowy z Ecocery. To wielkie rozczarowanie, może ten ryżowy byłby lepszy.


Maseczek antybakteryjnych z Perfecty zaczęłam używać jeszcze na studiach, fajnie rozjaśnia przebarwienia na skórze. Nie zostanę fanką podkładu od Mavbelline Anffinitone, będę musiała poszukać czegoś lepszego. Crayony z Golden Rose uwielbiam, dokupiłam kredkę w kolorze 07, śliczna żywą czerwień.


Szampon Isana Med to stały bywalec w mojej łazience, bardzo dobrze oczyszcza. Postanowiłam również przetestować suchy szampon Batiste dodający objętości. Nie polubiłam tego produktu. Włosy są bardzo niemiłe w dotyku, a objętości wcale nie ma.


Zdecydowałam się zakup zestawu kosmetyków Le Petit Marseillais. Jestem w trakcie testowania kremu do rąk, bardzo ładnie pachnie i dobrze nawilża dłonie. Póki co jestem z niego zadowolona.


Miałyście któryś z tych produktów?


czwartek, 16 lutego 2017

Ziaja Mamma Mia Lano-maść - ratunek dla spierzchniętych ust

Cześć!

Przez cały rok zawsze muszę pamiętać o pielęgnacji ust, a szczególnie zimą. Wraz z przyjściem pierwszych chłodnych dni zaczęły się moje problemy ze spierzchniętymi wargami. Skóra ust jest cienka i delikatna, dlatego wymaga szczególnej ochrony.

Ziaja, Mamma Mia, Lano-maść
cena: ok. 11 zł/ 15g


Po pomoc wybrałam do do sympatycznych Pań ze stoiska Ziaji. Zapytałam, czy mogą coś polecić do przesuszonych ust.  Młoda kobieta od razu sięgnęła po produkt z serii Mamma Mia i powiedział, żebym nie sugerowała się opisem na opakowaniu, który brzmi "Pielęgnacja brodawek sutkowych w okresie ciąży i karmienia. Przetestowany przez karmiące mamy". Zapewniła mnie, że ta maść świetnie się sprawdzi w codziennej pielęgnacji ust.


W składzie znajdziemy tylko lanolin, nie zawiera konserwantów, substancji zapachowych i barwników.

Maść znajduje się w małej, poręcznej, zakręcanej tubce. Jest bardzo gęsta, pod wpływem ciepła robi się rzadsza, dzięki czemu łatwiej się rozprowadza. Ma żółtawy kolor, w zapachu podobna do maści witaminowej i nie ma smaku.


Oczywiście Lano-maść okazała się strzałem w dziesiątkę. Świetnie chroni usta przed działaniem niskich temperatur, szybko zregenerowała przesuszoną skórę. Maść przez swoja tłustą konsystencję długo pozostaje na wargach. W szybkim czasie znów stały się miękkie i gładkie.

Ten produkt jest multifunkcjonalny ponieważ nie tylko mogą, go stosować karmiące mamy, czy świetnie natłuszcza usta, ale także sprawdza się w innych przypadkach. Równie dobrze sprawdza się przy przesuszonych dłoniach, czy w pielęgnacji suchych skórek wokół paznokci.

Lano-maść warto mieć w swojej kosmetyczce!

Poza Lano-maścią z Ziaji w codziennej pielęgnacji bardzo dobrze spisują się jeszcze dwa inne produkty: masełko Nivea i pomadka Eveline 8w1. Dzięki tym kosmetykom zima mi nie straszna, a moje usta są w bardzo dobrej kondycji.



Jakie są Wasze ulubione produkty do pielęgnacji ust?


poniedziałek, 13 lutego 2017

Najlepsze w 2016 roku!

Hej!

Jestem chyba ostatnią osobą, która dodaje post z ulubieńcami kosmetycznymi 2016 roku. Ale przecież lepiej późno niż wcale ;)


Ubiegły rok okazał się dla mnie obfity w nowości kosmetyczne, które później stały się stałymi bywalcami w mojej kosmetyczce. Wszystkie te produkty znajdziecie na drogeryjnych półkach. Cześć z kosmetyków to nie tylko moje hity, ale i wielu innych blogerek czy youtuberek.  Często mnie kusi by wypróbować to, co polecają dziewczyny.


Chyba mam małego bzika na punkcie swoich włosów. Przez wiele lat miałam krótkie włosy, a od roku je zapuszczam. Dostaje wiele komplementów na ich temat. W codziennej pielęgnacji niezastąpione okazały się dwie odżywki: Nivea Long Care& Repair oraz Dove Intensive Repair. Przede wszystkim świetnie się po nich rozczesuje włosy. Poza tym są miękkie, elastyczne i błyszczące. Więcej na ich temat pisałam tutaj KLIK i KLIK


W codziennej pielęgnacji  pojawiły się dwa nowe produkty, które szybko stały się moimi hitami. Emulsja do twarzy z Ziaji bardzo dobrze nawilża, skóra jest jędrna i elastyczna, nie miałam lepszego kremu nawilżającego do twarzy KLIK. Pod oczy zaczęłam stosować Wygładzający krem Hialuronowy Soraya. Nawilża i rozjaśnia cienie pod oczami, a moje zmarszczki mimiczne wyraźnie się wygładziły KLIK .


Nie szaleję już tak jak kiedyś z kolorami na paznokciach, nie robię zdobień na co dzień. Nie zaczęłam używać hybryd, u mnie by się nie sprawdziły, gdyż bardzo szybko rosną mi paznokcie. Po tygodniu miałabym wyraźny "odrost".  Lakiery, których używałam prawie przez cały rok, to te widoczne na zdjęciu Golden Rose Espress Dry KLIK. Jestem nimi absolutnie zachwycona. Piękne i intensywne kolory, trwałość 3-4 dni i schną szybko. Po 5 minach mogę spokojnie iść spać bez obaw, że obudzę się ze stemplami z pościeli.


Czas na kolorówkę. W 2016 roku postanowiłam trochę odważniej używać kosmetyków kolorowych. Zaczęłam eksperymentować z konturowaniem, w tym celu zakupiłam słynne trio z Wibo, czyli róż, rozświetlacz i brązer. Kolory tych produktów bardzo mi przypasowały, najbardziej jestem zadowolona z brązera, trochę mniej z rozświetlacza. Do codziennego makijażu wprowadziłam kolorowe produkty do ust. Wcześniej wystarczyła mi pomadka ochronna lub delikatny błyszczyk. Najczęściej na ustach gościły pomadki w kredkach Golden Rose Matte Crayon Lipstick. Nie wysuszają, długą się utrzymują, dobrze się rozprowadzają. Zapewne dobrze znacie te produkty.  Na koniec o moim ulubionym tuszu do rzęs . Miałam wiele maskar w swoim życiu, tych tańszych i droższych. I gdybym miała wybrać jedną była by to ta Lovely False Lashes. Ten tusz ma świetną grubą szczoteczkę, która wydłuża i pogrubia rzęsy przy czym ich nie skleja, do tego je unosi i ładnie podkręca.


Wśród moich odkryć i ulubieńców  z 2016 roku znalazły się same tanie i drogeryjne produkty. Każdy z tych produktów z czystym sumieniem mogę Wam polecić do wypróbowania.


A co się znalazło w gronie Waszych kosmetycznych ulubieńców ubiegłego roku?

czwartek, 9 lutego 2017

Ulubione woski Yankee Candle

Cześć!

Piękna zima nam się zrobiła :) Od  dwóch dni prawie cały czas pada śnieg. Podoba mi się to, chociaż nie cieszy mnie ten śnieg tak bardzo, jak by spadł w grudniu, na Święta.

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył moich ulubionych wosków YC. Moda na nie trwa już od kilku lat, jednak ja dopiero jesienią sięgnęłam po te pachnące tarty. Teraz już wiem, czym się zachwyca tyle osób.



Największą zaletą wosków są ich nieoczywiste zapachy. Lubiłam od czasu do czasu zapalić świeczkę zapachową, ale były to tradycyjne zapachy, takie jak: róża, zielone jabłuszko, lawenda, które czasem kojarzyły się z ... odświeżaczem powietrza. Natomiast, zapachu tart nie da się opisać jednym słowem, to mix aromatów, który tworzy niepowtarzalną woń.

SEASON OF PEACE
Wosk Yankee Candle o zapachu bergamotki, mięty pieprzowej, patchouli oraz drzewa cedrowego.
Wyczuwam w tym wosku delikatny aromat męskich perfum, dlatego kojarzy mi się ten zapach z elegancją. Z całej 3 jest najmniej słodki. Lubię go palić w ciągu dnia, ponieważ ma coś w sobie orzeźwiającego, być może to za sprawą mięty pieprzowej. Zapach unosi jeszcze długo po zgaszeniu świeczki w kominku.

ANGEL'S WINGS
Wyczuwalne aromaty: wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia.
Delikatnie słodkawy zapach. Jest moim faworytem i palę go najczęściej. Jest spokojny, idealny na każdą porę dnia.


SNOW IN LOVE
Wyczuwalne aromaty: drzewa iglaste, paczula.
Ten zapach jest najmniej nachalny. W powietrzu unosi się delikatny słodkawo-pudrowy aromat. Niestety nie kojarzy mi się z zimą, nie czuję też drzew iglastych, jednak ta woń daje poczucie otulającego ciepła. Zapach niestety nie unosi się zbyt długo w pomieszczeniu.


Jak widzicie najbardziej podobają mi się zapachy białych tart. Według mnie te zapachy nie są aż tak intensywne, jak kolorowe woski. Wydaje mi się, że czerwone woski pachną najintensywniej, i że to nie są moje nuty zapachowe. 

Dzięki tym woskom w domu unosi się miła i otulająca woń.  Najlepsze zapachy to te, które pachną subtelnie, które delikatnie unoszą się w powietrzu.




Jakie są Wasze ulubione zapachy wosków?
Co polecacie na wiosnę?

środa, 8 lutego 2017

Coolturalny styczeń

Witajcie!

Zapraszam Was na kolejny post z cyklu "Coolturalny miesiąc", czyli co widziałam, gdzie byłam, co czytałam, czego słuchałam w ostatnim miesiącu.



Kino:
4 obejrzane filmy w kinie, to całkiem przyzwoity wynik, "Sing", "Assassin's Creed", "La La Land", "Po prostu przyjaźń". Ten ostatni okazała się najsłabszym. To taki film, który raz się obejrzy i szybko się o nim zapomina. Więcej na temat tych filmów znajdziecie w poprzednim poście.

Książki:
Jedna przeczytana pozycja, "Biuro przesyłek niedoręczonych" Nataszy Sochy. Przyjemna książka w sam raz na zimowy wieczór. Słaby początek roku.

Nowe książki:
Kupiłam pakiet książek kucharskich Magdaleny Grzegorczyk, w bardzo dobrej cenie, 29,90 zł. Jedna z przepisami na lunch boxy już miałam, więc dałam ją mamie, a drugą "Szybko, smacznie, domowo" zostawiłam sobie. Co cechuje te książki kucharskie? Proste przepisy, ze składników ogólnie dostępnych, które może zrobić każdy, nawet największy antytalent kulinarny, szybkie w przygotowaniu potrawy, ładne zdjęcia dań.

Wyjazdy:
Podobnie jak w zeszłym roku, wybraliśmy się do Warszawy by pooglądać iluminacje. Byliśmy w Łazienkach Królewskich. Tym razem ubraliśmy się ciepło i nie zmarzliśmy, a ziąb był straszny

Muzyka:
Najczęściej w styczniu słuchałam piosenek Kamila Bednarka, m.in. nowego singla pt. "Talizman".

 

Kolejna piosenka, której mogę słuchać w koło to utwór duetu Moniki Lewczuk i Alvaro Soler "Libre".




A jak Wasz styczeń?