czwartek, 20 lipca 2017

Krem do rąk Ziaja- dla spóźnialskich

Witajcie!

Zmiany pór roku wiążą nie tylko ze zmianami w przyrodzie, ale i w codziennej pielęgnacji.  W okresie jesienno-zimowy lubię stosować produkty treściwe, natłuszczające, które ochraniają skórę przed chłodem. W cieplejszych miesiącach stawiam na lżejsze, szybko wchłaniające się produkty nawilżające. Ta zasada odnosi się w szczególności do kremów do rąk. Zimą moje dłonie bez odpowiedniej dawki natłuszczenia wyglądałyby okropnie. Teraz z powodzeniem mogę stosować krem do rąk np. z Ziaji.


Ziaja- Regenerujący krem do rąk -Tamaryndowiec z zieloną pomarańczą
cena: ok. 10zł -12 zł /200ml
Dostępność: stoiska firmowe, Super-Pharm



Od razu odpowiem dlaczego ten krem jest idealny dla leniwców i spóźnialskich, do których ja się zaliczam. Oczywiście chodzi o opakowanie z pompką! Co za wygoda. Podchodzę, naciskam i gotowe. Bez odkręcania, bez otwierania. Doceniam to opakowanie każdego ranka, gdy szykuje się do pracy, a że przeważnie robię to w biegu, to takie ułatwienia są mile widziane. Ogólnie jestem zdania, że wszystkie kremy, balsamy, żele pod prysznic powinny mieć opakowania z dozownikami. Nie dość, że ułatwia ich stosowanie to jeszcze jest o ile bardziej higieniczne.


Ale dosyć o pompkach. Idźmy dalej. Opakowanie jest wykonane z nieprzeźroczystego plastiku, co utrudnia kontrolowanie zużycia. Butelka stoi stabilnie. Niestety minusem jest, że nawet gdy mi się wydawało, że już nic nie ma w opakowaniu,  to na dnie było jeszcze całkiem spora porcja kremu, której dozownik już nie dawał rady wyciągnąć. Cóż, wszystko ma swoje wady i zalety.
Krem ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu, nie lepi się. Produkt delikatnie pachnie cytrusami. Zapach jest na tyle lekki, że przy drugim opakowaniu już się do niego tak przyzwyczaiłam, że go nie czuję.
Fajnie nawilża na długo, nie czuję potrzeby kremowania rąk, co pół godziny.


Podsumowując: regenerujący krem do rąk tamaryndowiec z zieloną pomarańczą jest idealny do codziennej pielęgnacji, średnio wymagającej skóry dłoni. Nawilża, szybko się wchłania i aplikuje. Polecam!


Polecam!

Czy stosujecie różne kremy do rąk zależnie od pory roku?


czwartek, 13 lipca 2017

Maseczkowy zawrót głowy

Witajcie!

Robiłam ostatnio porządki w kosmetykach. Okazało się, że mam w swoich zbiorach całkiem pokaźną kolekcję maseczek, które czekają na zużycie. Staram się chociaż raz w tygodniu stosować tego rodzaju produkty. Lubię te natychmiastowe efekty jakie uzyskuje dzięki maseczkom.


Przy okazji zakupów w drogeriach przechodząc koło półek z maseczkami lubię wrzucić do koszyka coś nowego do wypróbowania. Najczęściej sięgam po maseczki nawilżające, które zużywam zawsze w pierwszej kolejności i zawsze stosuję przed większymi wyjściami. Lubię również maseczki oczyszczające.


Moimi ulubionymi maseczkami są te z Bielendy Super Power Mezo Mask. Rewelacyjna jest niebieska aktywnie nawilżająca. Maski w płachcie są bardzo praktyczne i łatwe w stosowaniu.

Również często sięgam po maseczki z Ziaji. Wypróbowałam chyba wszystkie rodzaje. Niestety efekty nie są długotrwałe. 


Tych maseczek jeszcze nie miałam i jestem ich ciekawa.




 Maseczki Dizao zachwala koleżanka. Zbierałam się tak długo do ich zakupu, że w końcu dostałam je od niej. Te są akurat pod oczy.


Do maseczek z AA mam mieszane uczucia. Niektóre, tak ja ta maseczka oczyszczająca świetnie się spisują, a innych nie da się nałożyć bo szczypie skóra.


Maseczka w płatkach pod oczy Purederm jest takim średniaczkiem. Nawilża, ale nie na długo. Fajnie sprawdzają się przed większym wyjściem, kiedy na szybko chcę by skóra wokół oczu dobrze wyglądała.


Jakie są Wasze ulubione maseczki?
Co polecacie?

niedziela, 9 lipca 2017

Spływ kajakowy

Witajcie!

Wczoraj wybraliśmy się ze znajomymi na kajaki. Wzeszłym roku również byliśmy na spływie. Wtedy pokonaliśmy 14 km. Trasę na jaką się zdecydowaliśmy teraz to 22 km. Szacowany czas spływu to około 6-7 h.


Spływy kajakowe są świetnym pomysłem dla wszystkich, którzy lubią aktywnie spędzać czas wolny.  Nieźle trzeba się na wiosłować. Bez Męża nie pokonałabym takiej trasy. Często nas znosiło, ciężko było nawet we dwoje wiosłować. Naszą trasę pokonaliśmy w 6,5 h. Kilka razy robiliśmy krótkie pauzy na wyprostowanie nóg i odpoczynek. Mieliśmy też jedną długą przerwę obiadową. Kajaki są duże, dlatego mogliśmy wziąć grilla, węgiel drzewny, dużo jedzenia i picia.Oczywiście wszystkie śmieci, które wyprodukowaliśmy zabieraliśmy ze sobą.




Rzeka, którą spływaliśmy to Pilica, płynie ona m.in. przez Mazowsze. Relaks, cisza, dzika przyroda i wspaniale spędzony czas.
Pilica jest zdradliwą rzeką, mnóstwo w niej mielizn, musieliśmy kilka razy wychodzić z kajaków i je przepychać na głębszą wodę. A w innych miejscach mogliśmy zanurzyć całe wiosło i nie dotknąć dna. Jednak kajaki są bardzo stabilne i ani przez moment nie bałam się, że możemy z niego wypaść.




Wybierając się na spływ należy pamiętać o kilku rzeczach: krem z filtrem (dużo rzeczy zabraliśmy, ale o tym zapomnieliśmy, dziś cierpimy i skóra boli), worki na plecaki lub torby wodoszczelne, w ten sposób zabezpieczymy nasze rzeczy przed przemoczeniem (nie da się uniknąć wody w kajaku), wodoszczelne etui na telefon/ aparat/ dokumenty, kapelusz lub czapka z daszkiem, które ochronią nas przed słońcem, sandały (to najwygodniejsze i najpraktyczniejsze obuwie jakie można zabrać, klapki może porwać nurt rzeki, a trampki czy adidasy będą długo schły), wygodny strój, który nie będzie krępował naszych ruchów, środek na komary.

Wypożyczalnia zapewnia kajaki, wiosła i kamizelki asekuracyjne.





A jak Wy lubicie spędzać wolny czas?





środa, 21 czerwca 2017

Ostatnie dni wiosny

Witajcie!

W tym roku wiosna była wyjątkowo kapryśna. Początki były ciepłe i słoneczne, później było coraz gorzej. Akurat, gdy była najgorsza pogoda braliśmy ślub. W maju padał jeszcze śnieg. Jednak to właśnie wiosna jest moją ulubiona porą roku.



Uwielbiam, gdy z tygodnia na tydzień pojawia się coraz więcej kwiatów, drzewa się zielenią. Co roku czekam, aż zakwitną różowe drzewa, pojawią się konwalie, bez. Na balkonie też muszą pojawić się kwiaty. Początkowo miałam jedną doniczkę z bratkami, które posadziłam na początku kwietnia, a w tej chwili jest ich już jedenaście.



 Jak nie kochać wiosny za te wszystkie kolory!




Wiosna sprzyja spacerom. Nie tylko przyroda budzi się do życia, ja również. I jeszcze trochę zdjęć z ostatniego weekendu.





Jaka jest Wasza ulubiona pora roku?



poniedziałek, 19 czerwca 2017

Lunchbox #31

Witajcie!

Ostatni zestaw lunchbox do pracy był już tak dawno, że aż wstyd. Opuściłam się w tej kwestii. Zawsze tego typu posty cieszył się dużym zainteresowaniem. Przyjemnie było komponować posiłki do pudełek. Dlatego mam dla Was zupełnie nowe propozycje lunchboxów na wynos do pracy czy szkoły.


ZESTAW NR 1
Po niedzielnym obiedzie. Już kiedyś Wam wspominałam, że jednym z najprostszych sposobów przygotowywania pudełek do pracy jest po prostu zabieranie np. obiadu z poprzedniego dnia. I tutaj właśnie jest na to przykład.


*Smażone kawałki kurczaka w marynacie z oleju, miodu, musztardy, czosnku i ostrej papryki. Do tego ziemniaki i szaragi. Ostatnio z mężem bardzo polubiliśmy tak przyrządzaną pierś, jest słodko-ostra i bardzo soczysta.
*Do tego pudełko z owocami: truskawki, morele, winogrona, melon.

ZESTAW NR 2
Część z Was kojarzy może sałatki z kaszy bulgur dostępne w Lidlu? Dosyć często je kupowałam, dlatego postanowiłam sam taką skomponować.


Szukając kaszy bulgur na pólkach sklepowych natchnęłam się na mieszankę "Trendy lunch" (bulgur, pęczak, zielona soczewica).  W opakowaniu znajdują się 4 woreczki z mieszanką, zady po 100g. Po 15 minutach mamy gotową bazę do sałatki, czy dodatek do obiadu. Jakie to pyszne!



*Sałatka
składniki na dwie porcje:
woreczek ugotowanej i lekko osolonej mieszanki Trendy lunch
80 g hummusu z suszonymi pomidorami (Lisner)
3/4 opakowania sera feta
kilka suszonych pomidorów
1/2 łyżeczki ziół prowansalskich

Wszystkie składniki wystarczy wymieszać i gotowe. Ta wersja o niebo lepiej mi smakuje niż sklepowa.

*Pudełko z owocami, podobnie jak wyżej: truskawki, morele, melon, winogrona.

ZESTAW NR 3

Następnego dnia do pracy wzięłam również sałatkę z fetą oraz omlet.


*Sałatka- jak wyżej.

*Omlet:
3 jajka
kawałek pora
pomidor obrany ze skóry i pokrojony
starty parmezan
sól i pieprz
2 łyżki mleka

*Owoce: brzoskwinie ciasteczkowe.


Po więcej przepisów na lunchboxy zapraszam TUTAJ


SMACZNEGO!

Postaram się tak, jak kiedyś dodawać nowe pomysły na lunchboxy, co 2 tygodnie.




piątek, 16 czerwca 2017

Lakiery Sally Hansen- Hard As Nails Xtreme Wear

Witajcie!

Całkiem niedawno dzięki Przyjaciółce odkryłam lakiery Sally Hansen. Od dawna jestem fanką lakierów marki Golden Rose, w szczególności linii Express Dry. Jednak zawsze jestem otwarta na poznawanie nowości.


Sally Hansen -  Hard As Nails Xtreme Wear
Cena: od 10 zł do 16 zł
Dostępność: drogerie internetowe, Hebe, Rossmann



Buteleczka zawiera 11 ml lakieru. Pędzelek jest długi i dosyć wąski, jednak wygodnie się nim maluje paznokcie. Jedyny minus jest taki, że z trzonka spływa dużo lakieru i może zalewać skórki wokół paznokcia.
W ofercie dostępnych jest 29 odcieni, kolory podstawowe.
Aby uzyskać 100% procentowe krycie, najlepiej nałożyć dwie cienkie warstwy. Niestety lakier bardzo długo schnie. 20 minut to minimum jakie potrzebuje ten lakier. Idealnym rozwiązaniem jest top z Sally Hansen Insta Dri - 30 sekundowy wysuszacz do lakieru KLIK .Czas skraca się do ok. 5 minut.
Teraz najważniejsze - trwałość. Bez topu wspomnianego wyżej lakier w idealnym stanie utrzymuje się 4-5 dni, po 4 dniach zaczynają się ścierać końcówki. Co dla mnie istotne lakier nie odpryskuje. Z wysuszaczem 5 dni bez startych końcówek i odprysków. Najdłużej miałam lakier na paznokciach przez 6 dni. 
Moim faworytem jest lakier 185 Giant Peach. Idealny na wakacje różowo-brzoskwiniowy odcień, będzie świetnie pasować do moich letnich stylizacji. 

Cieszę się, że mogłam poznać te lakiery. Jestem bardzo zadowolona z ich trwałości. Czy okażą się hitem tegorocznych wakacji?

510 Brick Wall

185 Giant Peach

325 Big Teal


Polecam je Wam do wypróbowania!
Pozdrawiam :)

niedziela, 4 czerwca 2017

Podróż marzeń (dużo zdjęć)

Cześć!

Pojawił się już pierwszy post z serii ślubnej więc przyszedł czas na podzielenie się wrażeniami z podróży poślubnej.
Już nie raz wspominałam Wam, że marzę o podróży do Włoch. Dlatego cel naszej podróżny nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem.
Nie dla nas leżenie na piasku i kąpiele w morzu, my lubimy spędzać czas aktywnie. I tak spędziliśmy te siedem dni, zwiedzając, podziwiając i zachwycając się. Chłonęliśmy jak gąbki ten niesamowity klimat i słonce. Kilka dni przed naszym wyjazdem w niektórych regionach Polski spadł jeszcze śnieg.
W sumie odwiedziliśmy 8 miast i Watykan: Florencję, Pizę, Wenecję, Padwę, Bolonię, Perugię, Asyż, Rzym. Każde kolejne miasto było piękniejsze od przedniego, każde inne, z różną architekturą. Byliśmy w czterech regionach: przepięknej Toskanii, zielonej Umbrii, w Veneto i Lazio.


FLORENCJA, PIZA
Drugiego dnia po przylocie zwiedzaliśmy Florencję, która uważana jest za jeno z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych miast włoskich. My mieliśmy akurat małego pecha, akurat trafiliśmy na maraton, który biegł głównymi uliczkami. Było ciasno, w centrum pełno ludzi. Najważniejszym zabytkiem Florencji jest katedra Santa Maria del Fiore z ogromną kopułą i dzwonnica. Tę kopułę widzieliśmy już z autostrady, jakieś 20 km od Florencji. Największe wrażenie zrobił na mnie Most Złotników. Czas wony spędziliśmy spacerując bocznymi uliczkami. Mniej ludzi, a równie piękna architektura.


Most Złotników
Katedra Santa Maria del Fiore

Cała fasada Katedry wykonana jest z marmuru

Po kilku godzinach spędzonych we Florencji, udaliśmy się do Pizy podziwiać Plac Cudów ze słynną Krzywą Wieżą.

Plac Cudów: Baptysterium, Katedra, Dzwonnica (Krzywa Wieża)
Krzywa Wieża 

WENECJA, PADWA
Kolejny dzień zaczęliśmy od zwiedzania Wenecji. To miasto mnie absolutnie zachwyciło. Nie raz już widziałam Wenecję na zdjęciach czy w filmach, ale na żywo robi piorunujące wrażenie. Ucieszyłam się, bo wcale nie było aż tak dużych tłumów jakich się spodziewałam. Spokojnie wędrowaliśmy wąskimi uliczkami, płynęliśmy gondolą i odpoczywaliśmy na placu św. Marka. Wiem, że kiedyś tam wrócę. Bardzo bym chciała odwiedzić dwie wyspy położone w pobliżu Wenecji: Murano i Burano. 


Pałac Dożów
Plac św. Marka



Canal Grande



Wenecja nie była jedynym miastem, które tego dnia zwiedzaliśmy. Do Padwy, słynnego miasta uniwersyteckiego, dotarliśmy w późnych godzinach popołudniowych. W mieście znajduje się Katedra św. Antoniego wraz z jego grobem.

Katedra św. Antoniego
Rynek w Padwie
BOLONIA
Następny dosyć luźny dzień spędziliśmy w Bolonii. Po dwóch intensywnych dniach, przydał nam się odpoczynek. O tym mieście wiedziałam niewiele. Bolonia jest znana z ciągnących się arkad i krużganków. Nie ma opcji by zmoknąć w tym mieście. Zjedliśmy tam najpyszniejszą pizzę margharitę. Nie zobaczyliśmy słynnej fontanny z Neptunem, akurat poddano ją renowacji. Bolonia nazywana też bywa czerwonym miastem z dwóch powodów: politycznego (komunizm) i architektonicznego (budynki mają czerwony kolor).

Plac Maggiore
Czerwone miasto
Le Due Torri, czyli właśnie Dwie Wieże (obie krzywe)

Arkady, wszędzie arkady


Na dzisiaj to koniec. W niedługim czasie zapraszam Was na druga część fotorelacji z naszej podróży.