niedziela, 28 maja 2017

Z pamiętnika Panny Młodej cz. 1

Witajcie!

Przychodzę do Was z długo wyczekiwanym postem dotyczącym organizacji ślubu i wesela.

22 kwietnia tego roku zostałam Żoną. Tak, jak już pisałam wcześniej od zaręczyny do decyzji o ślubie minęło dużo czasu. Datę ślubu wybraliśmy dwa lata po zaręczynach. A ślub i przyjęcie zorganizowaliśmy w nieco ponad pół roku. Teraz mogę podzielić się doświadczeniami.
Miał się pojawić jeden post na ten temat, ale myślę, że podzielę go na 3 części.
W dzisiejszej części opiszę ważne dla Nas kwestie m.in. dotyczące ślubu cywilnego i tego dla kogo organizuje się wesele.


Ślub kościelny czy cywilny?

Pierwszym ustaleniem na jakie się zdecydowaliśmy była to decyzja o ślubie cywilnym, a nie kościelnym. Byliśmy przygotowani na negatywne reakcje rodziny i bliskich. Oczywiście pojawiły się głosy "Co ludzie powiedzą?". Zarówno ja, jak i Mąż, jesteśmy ochrzczeni, przyjęliśmy bierzmowanie, i pojawiamy się w Kościele dwa razy w roku. Nie będziemy oszukiwać, że jesteśmy przykładnymi Katolikami. Gdybyśmy wzięli ślub kościelny byłby to szczyt hipokryzji. Uważam, ze jeżeli dla kogoś ślub kościelny nie jest ważnym przeżyciem duchowym, powinien się mocno zastanowić nad tym, co robi.
Ślub braliśmy w USC w akompaniamencie duetu skrzypiec i altówki. Było naprawdę nastrojowo, nie jednej osobie łezka w oku się zakręciła. Panie zagrały 3 wybrane przez Nas utwory. Myśleliśmy też nad ślubem w plenerze, jednak kwiecień bywa kapryśnym miesiącem, o czym się przekonaliśmy na własnej skórze, i zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.

Suknia ślubna
Z wyborem sukni poszło mi zaskakująco szybko. Ponieważ wcześniej nie interesowałam się tematyką ślubna nie wiedziałam czego chce, jak kształtują się ceny. Myślałam też nad wypożyczeniem. Wiem, że niektóre panny młode nie chcą wydawać miliona monet na kreacje, którą będą mieć na sobie tylko przez kilka godzin i kupują sukienki np. za 300 zł. Inne nie widzą problemu by wydać 6 tysięcy i więcej na swój strój. Jestem gdzieś pośrodku. Nie zależało mi na znanym projektancie, ale i nie chciałam mieć zwykłej sukienki, to w końcu najważniejszy dzień w życiu, w którym całą uwagę Para Młoda będzie skupiać na sobie. Chciałam wyglądać pięknie.
Jeśli chodzi o kolor zdecydowałam się na biel, w niej czułam się najlepiej i najlepiej wyglądałam. Spotkałam się z komentarzami "serdecznych" koleżanek, które mocno się dziwiły, że biorę ślub cywilny w długiej białej sukni. Te uwagi puszczałam mimo uszu.

Wybór koloru przewodniego
Przecież nie potrafię zdecydować się na jeden kolor. Były dwa główne kolory: różowy i niebieski oraz dwa dodatkowe: biały i zielony. Skąd te kolory? Jestem fanka różowego, Sebastian za tym kolorem nie przepada (dziwne), natomiast lubi niebieski. Biały i zielony doszły z kolorów pojawiających się na naszych zaproszeniach i wiązance ślubnej. Poza tym interesował nas motyw kwiatowy.


Wesela dla Gości czy dla Pary Młodej?
Bardzo często słyszę, że Państwo Młodzi organizują wesele wg swoich upodobań, a gościom jak się nie podoba to niech nie przychodzą. Nie zgadzam się z tym. Zadaniem Pary Młodej jest zorganizowanie tak tej imprezy, by zarówno goście jak i oni czuli się komfortowo, dobrze się bawili i wyszli zadowoleni. Jeżeli Para Młoda nie chce nagiąć swoich zasad dla gości, to dlaczego zaproszeni mają to robić?  U nas największym problemem okazał się wybór muzyki. Razem z Mężem nie lubimy disco polo, ujdą jeszcze te największe szlagiery, ale dostajemy wysypki, gdy słyszymy współczesne kawałki. Jednak wiemy, że wśród zaproszonych znaleźli się wielcy fani tego typu repertuaru. Doszliśmy do wniosku, że korony z głów nam nie pospadają, jeśli pojawi się kilka mniej przez nas lubianych utworów. Uśmiechy bawiących się osób zrekompensowały nam chwilowe niedogodności. Inny przykład, koleżanka była na przyjęciu weselnym u pary, która kocha kuchnię japońską i takie potrawy podano gościom. Właściwie wszyscy goście robili dobrą minę do złej gry. Po prostu im to nie smakowało. Wracając z przyjęcia poszli na fastfooda. 
Oczywiście, że Para Młoda musi myśleć przede wszystkim o sobie, ale nie może zapomnieć o swoich gościach, którzy chcą świętować razem z nimi, a przy okazji chcieliby dobrze zjeść i się pobawić. 


Spodziewajcie się niedługo kolejnych części ślubnych przygód ;)

Jesteście przed, po, czy w trakcie organizacji tego wyjątkowego dnia?

sobota, 29 kwietnia 2017

TAG Kulturalny

Witajcie!!!

Długo mnie tu nie było. Bardzo tęskniłam za blogowaniem. Jak wspominałam, przerwa była spowodowana natłokiem zajęć związanych z organizacją ślubu. Wróciłam, czyli jestem już po wszystkim. Impreza się udała. Na pewno pojawią się wkrótce wpisy dotyczące ślubu i przyjęcia weselnego.
Chciałam również podziękować za wszystkie miłe słowa, które pojawiły się pod ostatnim wpisem :*

Postanowiłam zacząć od jakiegoś lekkiego wpisu. Uznałam, że TAG kulturalny będzie w sam raz.

1. Ulubiony film?
Mam kilka ulubionych filmów. Przede wszystkim jest to "Mamma Mia!", nic mi lepiej nie poprawi humoru jak ten film. Wspaniali aktorzy, piękna sceneria, słońce, plaża, morze i niezapomniane przeboje Abby. Oglądałam go chyba 15 razy. Byłam także na musicalu w Teatrze Roma -niezapomniane przeżycie. Lubie też filmy z serii "Sex w wielkim mieście". A z polskich filmów najczęściej oglądam "Jasminum", który z kolei mnie wycisza i uspakaja.



2. Ulubiony serial TV?
Jedyny serial jaki obejrzałam od pierwszego do ostatniego odcinka to Sex w wielkim mieście. Robiłam do niego kilka podejść. Na początku nie rozumiałam jego fenomenu. Dopiero będąc na 4 roku studiów obejrzałam kilka przypadkowych odcinków i stwierdziłam, że ten serial jest bardzo pozytywny, a główne bohaterki to spoko babki.

3. Ulubiony aktor?
Tutaj pojawia się problem ponieważ nie mam jednego ulubionego aktora. Lubię filmy z Johnnym Deppem, Rayanem Goslingiem, Tomem Hanksem, Denzelem Washingtonem.



4. Ulubiona aktorka?
Uwielbiam Meryl Streep za to jaką jest aktorką i kobietą. Jest wspaniała! Potrafi wcielić się w bardzo różne postaci, do tego jest bardzo mądra, walczy o prawa kobiet, potrafi oddzielić pracę od życia osobistego.

5. Ulubiony zespół muzyczny?
Myślę, myślę i nic mi nie przychodzi do głowy ;)


6. Ulubiony wokalistka?
Z polskich wokalistek bardzo lubię Sylwię Grzeszczak, każda jej piosenka wpada mi w ucho. Sylwia jest przykładem na to, że nie trzeba emanować golizną by odnieść sukces. Natomiast niedawno odkryłam Julię Pietruchę, niezwykły głos! Lubię również Monikę Brodkę, Się, Lanę Del Ray.

7. Ulubiona wokalista?
Kamil Bednarek! Śledzę jego karierę od chwili, gdy wystąpił w Mam talent. Mega pozytywny człowiek. Z chęcią słucham także Dawida Podsiadło i Bruno Marsa.

8. Ulubiony teledysk?
Jest jeden teledysk, który bardzo mnie wzrusza, ale i motywuje Rudimental ft. Ella Eyre - Waiting All Night


9. Ulubiony program TV?
Usterka, Gwiazdy lombardu, Wojny magazynowe. Lubię oglądać również programy kulinarne typu Masterchef.

10. Ulubiona książka?
"Oskar i pani róża" oraz "Pan Ibrahim i wiaty koranu" E.- E. Schmitta. Czytałam te opowiadania wiele razy. Zafascynowana jestem trylogią Władcy Pierścieni. Książka po której miałam tzw. kaca książkowego to "Cień wiatru" C. R. Zafona, żyłam tą książką długo po przeczytaniu ostatniej strony.


11. Jaka jest Twoja ulubiona kampania reklamowa kosmetyku?
Bardzo lubię reklamy perfum, krótkie filmiki opowiadające jakąś historię, piękni aktorzy, nastrojowa muzyka. Nie mam jednak jednej ulubionej kampanii reklamowej.

12. Jaka jest Twoja ulubiona forma spędzania wolnego czasu?
Zależy od nastroju, lubię spędzać czas wolny aktywnie, gdzieś pojechać, odkrywać nowe miejsca, lubię spacerować po lesie. Jednak są takie dni, że wole posiedzieć w domu, poczytać książkę, albo obejrzeć film, czasem trzy pod rząd. Zawinąć się w kocyk i popijać ciepłą herbatę.


13. Jakie miejsce na świecie poleciłabyś innym do odwiedzenia?
Podróże po świecie dopiero przede mną. Moim największym marzeniem jest podróż do Włoch. Wszyscy moi bliscy wiedzą, że marzę o tej podróży od wielu lat. Inne miejsca na świecie, które myślę, że warto odwiedzić to Hiszpania, Grecja, Chiny, Nową Zelandię, Egipt.




Z chęcią poznam Wasze odpowiedzi na te pytania. 


niedziela, 19 marca 2017

Ślub na głowie

Cześć!

Pewnie zauważyliście, że jestem coraz rzadziej na blogu, a także że nie zaglądam do Was. Powód jest jeden: za miesiąc wychodzę za mąż i o niczym innym nie potrafię myśleć. Im bliżej TEJ daty, tym gorzej ze mną ;)
Myślałam, że decydując się na małe przyjecie (ok. 60 osób), ominie mnie przedślubna gorączka i stres. Otóż nie. Narzeczony żartuje, że tydzień przed ślubem będę pić melisę w hektolitrach. Stresuję się ogromnie.



Od zaręczyn minęło już ponad 2 lata, a decyzję o ślubie podjęliśmy dopiero na przełomie września i października. I wtedy ruszyła cała machina.
Zaczęliśmy od ustalenia daty, czyli 22 kwietnia 2017 r. Nie chciałam brać ślubu w letnich miesiącach, ze względu na pogodę (nie lubię upałów). A do września było zbyt daleko. Znam siebie i wiem, że nie dla mnie planowanie ślubu dwa lata do przodu, nawet rok to za długo. Im dalej do ślubu, tym więcej bym się stresowała i kombinowała.


Ze znalezieniem sali nie było większych problemów, oblegane są te, które pomieszczą ponad 160 gości. Fotografa i Dj'a też nam się udało szybko "odhaczyć".
Ze znalezieniem sukni ślubnej poszło łatwiej niż myślałam. Problemy zaczęły się przy wyborze zaproszeń. Przeszukałam chyba cały Internet. Podobało mi się wiele zaproszeń, ale żadne nie było "nasze". W ostatniej chwili, tuż po Nowym Roku, wreszcie się udało się znaleźć te idealne. I zaczął się weekendowy maraton zapraszania. Bardzo miło wspominam wszystkie te spotkania z rodziną i ze znajomymi.



Został miesiąc i jeszcze wiele spraw do załatwienia, którymi nie mogliśmy się zająć wcześniej nie znając kompletnej listy gości. 
Myślę, że jak już ochłonę po ślubie pojawi się post podsumowujący całość przygotowań. 

Do zobaczenia w kolejnych postach, na bloga mam zamiar oczywiście wrócić :)


środa, 22 lutego 2017

Co nowego?

Witajcie!

Dzisiaj, mam dla Was krótki post z kosmetycznymi nowościami, wśród których znalazły się produkty dobrze mi znane oraz zupełne nowości.


Zakupy z ostatnich kilku tygodni:


Krem pod oczy Soraya Hialuronowy bardzo lubię i pisałam już o nim na blogu. Na olejek Nacomi ze słodkich migdałów skusiłam się będąc w Hebe, stosuje go do pielęgnacji twarzy i olejowania włosów.  Kremy do rąk z pompką są są bardzo praktyczne dlatego kupiłam Regenerujący krem do rąk Tamaryndowiec z zieloną pomarańczą. Szukałam pudru, który będzie matowić na długo, dlatego zamówiłam Puder bambusowy z Ecocery. To wielkie rozczarowanie, może ten ryżowy byłby lepszy.


Maseczek antybakteryjnych z Perfecty zaczęłam używać jeszcze na studiach, fajnie rozjaśnia przebarwienia na skórze. Nie zostanę fanką podkładu od Mavbelline Anffinitone, będę musiała poszukać czegoś lepszego. Crayony z Golden Rose uwielbiam, dokupiłam kredkę w kolorze 07, śliczna żywą czerwień.


Szampon Isana Med to stały bywalec w mojej łazience, bardzo dobrze oczyszcza. Postanowiłam również przetestować suchy szampon Batiste dodający objętości. Nie polubiłam tego produktu. Włosy są bardzo niemiłe w dotyku, a objętości wcale nie ma.


Zdecydowałam się zakup zestawu kosmetyków Le Petit Marseillais. Jestem w trakcie testowania kremu do rąk, bardzo ładnie pachnie i dobrze nawilża dłonie. Póki co jestem z niego zadowolona.


Miałyście któryś z tych produktów?


czwartek, 16 lutego 2017

Ziaja Mamma Mia Lano-maść - ratunek dla spierzchniętych ust

Cześć!

Przez cały rok zawsze muszę pamiętać o pielęgnacji ust, a szczególnie zimą. Wraz z przyjściem pierwszych chłodnych dni zaczęły się moje problemy ze spierzchniętymi wargami. Skóra ust jest cienka i delikatna, dlatego wymaga szczególnej ochrony.

Ziaja, Mamma Mia, Lano-maść
cena: ok. 11 zł/ 15g


Po pomoc wybrałam do do sympatycznych Pań ze stoiska Ziaji. Zapytałam, czy mogą coś polecić do przesuszonych ust.  Młoda kobieta od razu sięgnęła po produkt z serii Mamma Mia i powiedział, żebym nie sugerowała się opisem na opakowaniu, który brzmi "Pielęgnacja brodawek sutkowych w okresie ciąży i karmienia. Przetestowany przez karmiące mamy". Zapewniła mnie, że ta maść świetnie się sprawdzi w codziennej pielęgnacji ust.


W składzie znajdziemy tylko lanolin, nie zawiera konserwantów, substancji zapachowych i barwników.

Maść znajduje się w małej, poręcznej, zakręcanej tubce. Jest bardzo gęsta, pod wpływem ciepła robi się rzadsza, dzięki czemu łatwiej się rozprowadza. Ma żółtawy kolor, w zapachu podobna do maści witaminowej i nie ma smaku.


Oczywiście Lano-maść okazała się strzałem w dziesiątkę. Świetnie chroni usta przed działaniem niskich temperatur, szybko zregenerowała przesuszoną skórę. Maść przez swoja tłustą konsystencję długo pozostaje na wargach. W szybkim czasie znów stały się miękkie i gładkie.

Ten produkt jest multifunkcjonalny ponieważ nie tylko mogą, go stosować karmiące mamy, czy świetnie natłuszcza usta, ale także sprawdza się w innych przypadkach. Równie dobrze sprawdza się przy przesuszonych dłoniach, czy w pielęgnacji suchych skórek wokół paznokci.

Lano-maść warto mieć w swojej kosmetyczce!

Poza Lano-maścią z Ziaji w codziennej pielęgnacji bardzo dobrze spisują się jeszcze dwa inne produkty: masełko Nivea i pomadka Eveline 8w1. Dzięki tym kosmetykom zima mi nie straszna, a moje usta są w bardzo dobrej kondycji.



Jakie są Wasze ulubione produkty do pielęgnacji ust?


poniedziałek, 13 lutego 2017

Najlepsze w 2016 roku!

Hej!

Jestem chyba ostatnią osobą, która dodaje post z ulubieńcami kosmetycznymi 2016 roku. Ale przecież lepiej późno niż wcale ;)


Ubiegły rok okazał się dla mnie obfity w nowości kosmetyczne, które później stały się stałymi bywalcami w mojej kosmetyczce. Wszystkie te produkty znajdziecie na drogeryjnych półkach. Cześć z kosmetyków to nie tylko moje hity, ale i wielu innych blogerek czy youtuberek.  Często mnie kusi by wypróbować to, co polecają dziewczyny.


Chyba mam małego bzika na punkcie swoich włosów. Przez wiele lat miałam krótkie włosy, a od roku je zapuszczam. Dostaje wiele komplementów na ich temat. W codziennej pielęgnacji niezastąpione okazały się dwie odżywki: Nivea Long Care& Repair oraz Dove Intensive Repair. Przede wszystkim świetnie się po nich rozczesuje włosy. Poza tym są miękkie, elastyczne i błyszczące. Więcej na ich temat pisałam tutaj KLIK i KLIK


W codziennej pielęgnacji  pojawiły się dwa nowe produkty, które szybko stały się moimi hitami. Emulsja do twarzy z Ziaji bardzo dobrze nawilża, skóra jest jędrna i elastyczna, nie miałam lepszego kremu nawilżającego do twarzy KLIK. Pod oczy zaczęłam stosować Wygładzający krem Hialuronowy Soraya. Nawilża i rozjaśnia cienie pod oczami, a moje zmarszczki mimiczne wyraźnie się wygładziły KLIK .


Nie szaleję już tak jak kiedyś z kolorami na paznokciach, nie robię zdobień na co dzień. Nie zaczęłam używać hybryd, u mnie by się nie sprawdziły, gdyż bardzo szybko rosną mi paznokcie. Po tygodniu miałabym wyraźny "odrost".  Lakiery, których używałam prawie przez cały rok, to te widoczne na zdjęciu Golden Rose Espress Dry KLIK. Jestem nimi absolutnie zachwycona. Piękne i intensywne kolory, trwałość 3-4 dni i schną szybko. Po 5 minach mogę spokojnie iść spać bez obaw, że obudzę się ze stemplami z pościeli.


Czas na kolorówkę. W 2016 roku postanowiłam trochę odważniej używać kosmetyków kolorowych. Zaczęłam eksperymentować z konturowaniem, w tym celu zakupiłam słynne trio z Wibo, czyli róż, rozświetlacz i brązer. Kolory tych produktów bardzo mi przypasowały, najbardziej jestem zadowolona z brązera, trochę mniej z rozświetlacza. Do codziennego makijażu wprowadziłam kolorowe produkty do ust. Wcześniej wystarczyła mi pomadka ochronna lub delikatny błyszczyk. Najczęściej na ustach gościły pomadki w kredkach Golden Rose Matte Crayon Lipstick. Nie wysuszają, długą się utrzymują, dobrze się rozprowadzają. Zapewne dobrze znacie te produkty.  Na koniec o moim ulubionym tuszu do rzęs . Miałam wiele maskar w swoim życiu, tych tańszych i droższych. I gdybym miała wybrać jedną była by to ta Lovely False Lashes. Ten tusz ma świetną grubą szczoteczkę, która wydłuża i pogrubia rzęsy przy czym ich nie skleja, do tego je unosi i ładnie podkręca.


Wśród moich odkryć i ulubieńców  z 2016 roku znalazły się same tanie i drogeryjne produkty. Każdy z tych produktów z czystym sumieniem mogę Wam polecić do wypróbowania.


A co się znalazło w gronie Waszych kosmetycznych ulubieńców ubiegłego roku?

czwartek, 9 lutego 2017

Ulubione woski Yankee Candle

Cześć!

Piękna zima nam się zrobiła :) Od  dwóch dni prawie cały czas pada śnieg. Podoba mi się to, chociaż nie cieszy mnie ten śnieg tak bardzo, jak by spadł w grudniu, na Święta.

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył moich ulubionych wosków YC. Moda na nie trwa już od kilku lat, jednak ja dopiero jesienią sięgnęłam po te pachnące tarty. Teraz już wiem, czym się zachwyca tyle osób.



Największą zaletą wosków są ich nieoczywiste zapachy. Lubiłam od czasu do czasu zapalić świeczkę zapachową, ale były to tradycyjne zapachy, takie jak: róża, zielone jabłuszko, lawenda, które czasem kojarzyły się z ... odświeżaczem powietrza. Natomiast, zapachu tart nie da się opisać jednym słowem, to mix aromatów, który tworzy niepowtarzalną woń.

SEASON OF PEACE
Wosk Yankee Candle o zapachu bergamotki, mięty pieprzowej, patchouli oraz drzewa cedrowego.
Wyczuwam w tym wosku delikatny aromat męskich perfum, dlatego kojarzy mi się ten zapach z elegancją. Z całej 3 jest najmniej słodki. Lubię go palić w ciągu dnia, ponieważ ma coś w sobie orzeźwiającego, być może to za sprawą mięty pieprzowej. Zapach unosi jeszcze długo po zgaszeniu świeczki w kominku.

ANGEL'S WINGS
Wyczuwalne aromaty: wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia.
Delikatnie słodkawy zapach. Jest moim faworytem i palę go najczęściej. Jest spokojny, idealny na każdą porę dnia.


SNOW IN LOVE
Wyczuwalne aromaty: drzewa iglaste, paczula.
Ten zapach jest najmniej nachalny. W powietrzu unosi się delikatny słodkawo-pudrowy aromat. Niestety nie kojarzy mi się z zimą, nie czuję też drzew iglastych, jednak ta woń daje poczucie otulającego ciepła. Zapach niestety nie unosi się zbyt długo w pomieszczeniu.


Jak widzicie najbardziej podobają mi się zapachy białych tart. Według mnie te zapachy nie są aż tak intensywne, jak kolorowe woski. Wydaje mi się, że czerwone woski pachną najintensywniej, i że to nie są moje nuty zapachowe. 

Dzięki tym woskom w domu unosi się miła i otulająca woń.  Najlepsze zapachy to te, które pachną subtelnie, które delikatnie unoszą się w powietrzu.




Jakie są Wasze ulubione zapachy wosków?
Co polecacie na wiosnę?

środa, 8 lutego 2017

Coolturalny styczeń

Witajcie!

Zapraszam Was na kolejny post z cyklu "Coolturalny miesiąc", czyli co widziałam, gdzie byłam, co czytałam, czego słuchałam w ostatnim miesiącu.



Kino:
4 obejrzane filmy w kinie, to całkiem przyzwoity wynik, "Sing", "Assassin's Creed", "La La Land", "Po prostu przyjaźń". Ten ostatni okazała się najsłabszym. To taki film, który raz się obejrzy i szybko się o nim zapomina. Więcej na temat tych filmów znajdziecie w poprzednim poście.

Książki:
Jedna przeczytana pozycja, "Biuro przesyłek niedoręczonych" Nataszy Sochy. Przyjemna książka w sam raz na zimowy wieczór. Słaby początek roku.

Nowe książki:
Kupiłam pakiet książek kucharskich Magdaleny Grzegorczyk, w bardzo dobrej cenie, 29,90 zł. Jedna z przepisami na lunch boxy już miałam, więc dałam ją mamie, a drugą "Szybko, smacznie, domowo" zostawiłam sobie. Co cechuje te książki kucharskie? Proste przepisy, ze składników ogólnie dostępnych, które może zrobić każdy, nawet największy antytalent kulinarny, szybkie w przygotowaniu potrawy, ładne zdjęcia dań.

Wyjazdy:
Podobnie jak w zeszłym roku, wybraliśmy się do Warszawy by pooglądać iluminacje. Byliśmy w Łazienkach Królewskich. Tym razem ubraliśmy się ciepło i nie zmarzliśmy, a ziąb był straszny

Muzyka:
Najczęściej w styczniu słuchałam piosenek Kamila Bednarka, m.in. nowego singla pt. "Talizman".

 

Kolejna piosenka, której mogę słuchać w koło to utwór duetu Moniki Lewczuk i Alvaro Soler "Libre".




A jak Wasz styczeń? 



poniedziałek, 30 stycznia 2017

Bilet do kina

Cześć!

Świetny początek roku mamy w kinach. Mnie się udało odwiedzić kino aż 4 razy.


"SING"
Buster Moon jest właścicielem podupadającego teatru. Wpada na pomysł by zorganizować konkurs piosenki. Zgłasza się wielu kandydatów, wśród których znajdą się wielkie talenty muzyczne.

Na "Sing" wybraliśmy się z "pożyczanymi" dziećmi. Nie wiem, czy na ten film bardziej ja chciała iść czy one. Najważniejsze, że wszyscy wyszliśmy z kina zadowoleni. Bajka jest naprawdę super, historia misia koala, jego walki o utrzymanie teatru jest zabawna, ale i wzruszająca. Dużo fajnej muzyki, ciekawi bohaterowie, ich radości i smutki. I najważniejsze: zawsze podążaj za marzeniami.

* * *

"ASSASSIN'S CREED"
Callum Lynch wywodzi się z rodu asasynów, doskonale wyszkolonych wojowników i zabójców. Dzięki najnowszej technologi może przenieść się w przeszłości wcielić się w swojego przodka Aguilara, który żył w XV-wiecznej Hiszpanii i walczył z templariuszami. Jego potomkowie od wieków strzegą pewnego artefaktu.

Ten film jest bardzo krytykowany przez fanów gier i książka o przygodach Assassyna. I pewnie dlatego tak mi się spodobał ten film ponieważ nie mogę go porównać z pierwowzorem. Zaciekawiła mnie historia Calla i jego przodków. Owszem, na początku nie wszystko rozumiałam, stopniowo odkrywano kolejne karty, a cała historia nabierała rozpędu. Lubię tajemnice, a w tym filmie jest ich wiele i mam nadzieję, że powstanie kolejna część.

* * *

"PO PROSTU PRZYJAŹŃ"
Grupa przyjaciół jak co roku wybiera się w góry. To ich tradycja zapoczątkowana przez nauczyciela, z którym teraz się przyjaźnią. Jedna z dziewczyn tuż przed wyjazdem odbiera wyniki badań, które są niepokojące.  Bohaterowie stają przed życiowymi dylematami, czy w prawdziwej przyjaźni jest miejsce na kłamstwa, tajemnice i niedomówienia?

Nie do końca rozumiem czemu ten film jest promowany jako komedia, czy też komedia romantyczna. Zgadza się, jest wiele zabawnych scen czy dialogów, ale główny watek w filmie jest mocno dramatyczny. Siedziałam w kinie i zastanawiałam się o co chodzi? Co innego kiedy idzie się do kina w przekonaniu, że będzie się oglądać film w klimacie "Listów do M", a w rzeczywistości okazuje się, że oglądam komediodramat w stylu "Stalowych magnolii".
Najbardziej spodobały mi się dwa duety filmowe M. Różczka i B. Topa oraz K. Stelmaszyk z młodym A. Tomaszewskim.

* * *
"LA LA LAND"
Mia i Sebastian są młodzi i mają wielkie marzenia. Dziewczyna marzy o karierze aktorskiej, tymczasem pracuje jako barmanka. Sebastian kocha jezz i jest świetnym pianistą, chciałby w przyszłości otworzyć własny klub jazzowy. Ich drogi coraz częściej się krzyżują. Młodzi zakochują się w sobie. Wspierają się w realizacji swoich marzeń.

Miałam ogromne oczekiwania co do tego filmu. Tyle nagród, pochlebnych recenzji i nominacji do Oscarów. Szczerze mówiąc, zwiastun mnie nie porwał.
La la Land obejrzałam kilka dni temu,  nadal o nim myślę i nie do końca rozumiem ten zachwyt. 
Ogólnie nie mam do czego się przyczepić. Aktorzy świetni, historia niby banalna, ale pokazana w ciekawy sposób. Bardzo podobało mi się częste nawiązanie do lat 50. i 60. ,niesamowite kostiumy i scenografia. Podobały mi się układy taneczne i muzyka, zwłaszcza kawałek Johna Legenda "Start a fire" i oczywiście utwór "City of stars" . Totalnie zaskoczyło mnie zakończenie. 
"La la land" to pozycja obowiązkowa do obejrzenia przez wszystkich marzycieli. 
Film oglądało mi się bardzo przyjemnie, ale nie zachwycam się nim tak jak większość ludzi. Myślę, że gdybym wcześniej nie było tak głośno o tym filmie, inaczej bym odebrała ten film. 



wtorek, 24 stycznia 2017

Krem pod oczy Soraya

Hej!

Zapraszam do lektury kolejnego wpisu kosmetycznego.


Soraya - Hialuronowy Mikrozastrzyk - krem pod oczy wygładzający
cena: 12-15 zł / 15 ml


Zacznę od tego jaką mam skórę wokół oczu. Mój problem to niewielkie, aczkolwiek widoczne sińce pod oczami, niezbyt głębokie zmarszczki mimiczne, a używanie korektora pod oczy powoduje, że miewam przesuszoną skórę.

Kremy, które stosowałam dotychczas, średnio nawilżały i nie redukowały cieni pod oczami. Momentami skóra wyglądała tragicznie przez co czułam się fatalnie. W końcu oczy to zwierciadła duszy, a moje zwierciadła miały nieestetyczne oprawy.

Już kiedyś miałam ten hialuronowy krem pod oczy i pamiętałam, że był dobry.


Efekty widziałam już po pierwszym tygodniu. Skóra wyraźnie była lepiej nawilżona, nie czułam tego nieprzyjemnego napięcia i ściągnięcia wokół oczu. Krem stosowałam na dzień pod makijaż i na noc. Korektor bez problemu rozprowadzał po skórze i nie ciastkował się.
Po miesiącu zauważyłam kolejne pozytywne efekty. Zmarszczki spłyciły się, już nie były tak widoczne, a i cienie pod oczami zjaśniały. Skóra stała się jędrniejsza i zdrowiej wygląda.


Jeszcze lepsze efekty uzyskałam z połączenia tego kremu i maseczki pod oczy Rival de Loop KLIK
Krem mnie nie uczula, oczy nie łzawią, nadaje się świetnie pod makijaż, szybko się wchłania i nie zostawia tłustego filmu.
Skład nie zachwyca, a na 3 miejscu występuje parafina, której zwykle nie mogę używać. W tym przypadku nie zauważyłam negatywnych skutków, a produkt stosuje już 4 miesiąc.

Krem pod oczy Soraya jest naprawdę dobry i dziwi mnie, że jest tak mało popularny.



Jaki jest Wasz ulubiony krem pod oczy?


sobota, 21 stycznia 2017

Dove - Intensive Repair - odżywka

Cześć!


Dzisiejszy post będzie dotyczył jednej z dwóch moich ulubionych odżywek do włosów, mianowicie:
Dove, Intensive Repair
cena: ok 12 zł/ 200 ml


O produktach Dove do pielęgnacji włosów dowiedziałam się oczywiście z "internetów". Kasia z LGS bardzo zachwalała te kosmetyki.

Na chwile obecna nie mam większych problemów z włosami, wyglądają ładnie, są zdrowe, ostatnio podcinałam je ponad rok temu, a nadal nie mam zniszczonych czy rozdwojonych końcówek. A kiedyś już po miesiącu wyglądały źle.

O jednej z moich ulubionych odżywek pisałam Wam już na blogu KLIK, bardzo podobna w działaniu, a nawet lepsza jest odżywa Dove. Obie stosuję zamiennie.


Największą jej zaleta jest to, że świetnie się po niej rozczesuje włosy, a moje bardzo się plączą. Nie muszę się długo trzymać na włosach by zaczęła działać, dwie minuty to jest max ile jej daję.

Odżywkę nie nakładam na całe włosy, zawsze od połowy długości. Produkt ma w swoim składzie silikony, które mogą zapychać skórę. Ogólnie skład jest mocno chemiczny. Ale takie właśnie kosmetyki najlepiej nadają się do moich włosów. Szampony kupuje mniej chemiczne, ze składnikami pochodzenia naturalnego, ale odżywki już się takie się u mnie nie sprawdzają.

Kosmetyk bardzo ładnie pachnie, a zapach wyczuwalny jest nawet kolejnego dnia. Opakowanie wykonane jest dość twardego z plastiku, ciężko wydostać ostanie porcje produktu. Odżywka ma gęstą konsystencję.

Po zastosowaniu tej odżywki włosy są niesamowicie miękkie, błyszczące, gładkie, elastyczne.

Uwielbiam tę odżywkę, właściwie to moje włosy ja uwielbiają!



Jakie są Wasze ulubione odżywki do włosów, stawiacie na naturalna pielęgnację?




sobota, 7 stycznia 2017

Książki na weekend

Cześć!

Super, że znów mamy długi weekend. Będzie można trochę dłużej poleżeć w łóżku z ciekawą książką.

Mam dla Was dwie zupełnie różne propozycje książkowe. Jedna dla wielbicielek zimy, druga dla tych, które kochają kwiaty.



Sekretny język kwiatów - Vanessa Diffenbaugh

Małej Victorii los nie oszczędzał, jako niemowlę znalazła się w domu dziecka, później trafiała do różnych rodzin zastępczych, w których była źle traktowana. Dziewczynka zamykała się w sobie coraz bardziej, w końcu staje się agresywna i aspołeczna. Traumatyczne przeżycia utwierdzają ją w przekonaniu, że jest złym człowiekiem i że nie zasługuje na miłość i przyjaźń drugiej osoby. Pasją Victorii są kwiaty, wie o nich wszystko, dzięki tej pasji będzie mogła nie tylko zarobić na życie, ale i rozliczyć się z trudną przeszłością.

Sekretny język kwiatów to powieść niezwykła. Rzadko się zdarza żeby jakaś książka wciągnęła mnie już od pierwszej strony, a tak było w tym przypadku. Prawie bym się spóźnił do pracy, powtarzałam sobie jeszcze tylko jedna strona. Pewnie to znacie ;) Nie miała jeszcze okazji by spotkać osobę, dla której kwiaty byłyby taką pasją jak dla Victorii. Dziewczyna potrafi dopasować kwiaty do charakteru człowieka. Bohaterka radzi sobie z kwiatami doskonale, jednak w życiu osobistym już gorzej, wiele traci odwracając się od osób, które wyciągają do niej pomocną dłoń. Nie da się uciec przed problemami i przeszłością.

***

Obudź, się Kopciuszku - Natalia Sońska

Alicja jest młodą lekarką. Kocha swoją pracę, zawsze bierze dodatkowe dyżury również i w każde święta. Traumatyczne zdarzenia powodują, że nie utrzymuje kontaktów z ojcem i zamyka się w sobie. Jej najbliżsi przyjaciele chcą by dziewczyna wreszcie wyrwała się z pracy i by zaczęła żyć. Namawiają ją na wyjazd do Zakopanego, gdzie poznaje Michała - ratownika TOPR.

Fabuła książki nie jest zbyt oryginalna i mocno przewidywalna. Czytałam tę powieść, gdy u nas śniegu nie było, dlatego liczyłam, że dzięki tej książce przeniosę się do ośnieżonej stolicy Tatr. Tak, też było.

Z jednej strony bardzo zaciekawiła mnie historia Alicji. Autorka powoli odsłania kolejne wątki z życia bohaterki, które miały wpływ na to jaką sobą się stała. Z drugiej, daje nam mało pasjonujący romans i do szpiku przewidywalny. Michał jest tak idealny, że aż nudny ;)

Ogólnie książkę czytało mi się dobrze, przede wszystkim ze względu na interesującą postać Alicji, góralski klimat i przesłanie. Książka idealny na wieczór pod kocem z kubkiem ulubionej gorącej herbaty.




Pozdrawiam!!!


wtorek, 3 stycznia 2017

Coolturalny listopad i grudzień

Witajcie w nowym roku!

Cieszycie się, że rok 2016 już się skończył?

Czas nadrobić blogowe zaległości. W listopadzie nie pojawił się post z kulturalnym podsumowaniem miesiąca ponieważ mało się działo, dlatego przychodzę do Was z podsumowaniem listopada i grudnia.


Kino:
W sumie byłam na trzech filmach: Doktor Strange - naprawdę świetny film. PitBull. Niebezpieczne kobiety - śmieszny i momentami absurdalny oraz na nowych Gwiezdnych Wojnach, czyli Łotr 1 - po seansie miałam mieszane uczucia.

Książki:
"Sekretny język kwiatów" Vanessa Diffenbaugh- bardzo Wam polecam, wciągająca i niebanalna opowieść, której tło stanowią przepiękne kwiaty.
"Czarny książę" Katarzyna Michalak - połączenie erotyku i kryminału, książka nie tak dobra jak "Mistrz".
"Obudź się, Kopciuszki" Natalia Sońska - przyjemna lektura na zimowe wieczory. Akcja książki rozgrywa się w Zakopanem, bohaterami są młoda lekarka i ratownik TOPR-u.

Nowe książki:
Przede mną ważne wydarzenie, chcę trochę bardziej zadbać o swoje ciało, zmienić przyzwyczajenia żywieniowe i mam nadzieję, że w osiągnięciu tego celu pomoże mi Natalia Gacka i jej książka.
Kiedyś myślałam że będę perfekcyjną panią domu, jednak życie udowodniło mi , że bliżej mi do trochę innej pani domu ;)

Rozrywka:
Razem z Narzeczonym wybraliśmy się występ Kabaretu Smile. Uwielbiam ich, a moim ulubionym skeczem jest "Kakao". Za każdym razem,gdy go oglądam wybucham śmiechem. Chłopaki dali świetny występ, było dużo premierowych skeczów, których nie można nigdzie indziej obejrzeć.

Muzyka:
W grudniu królowały świąteczne piosenki i płyta Michael'a Buble. Rewelacja!


Lubię zimę, ale tęsknie za letnimi wyjazdami i spacerami. Właśnie zdałam sobie sprawę, że ostatni raz na spacerze byłam wiele tygodni temu :(