środa, 23 listopada 2016

Rival de Loop - maseczka pod oczy

Hej!

Po maskę pod oczy i na powieki sięgnęłam z czystej ciekawości. Nigdy nie miałam żadnego innego podobnego produktu

Maseczka pod oczy Rival de Loop
cena: ok 2 zł za 4x1,5 ml


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Glycine Soja Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetearyl Glucoside, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Phenoxyethanol, Squalane, Magnesium Aluminum Silicate, Allantoin, Sodium Cetearyl Sulfate, Ethylhexylglycerin, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Citric Acid, Pantolactone.

W jednym opakowaniu znajdują się cztery mniejsze saszetki z produktem. Jedna taka saszetka starcza mi na 4 użycia. Maska ma konsystencję kremową i bardzo delikatnie pachnie.
Produkt stosuję dwa- trzy razy w tygodniu.
Producent zaleca by maseczkę położyć na oczyszczaną skórę twarzy obficie w okolicach oczu i na górną powiekę. Po 15 minutach nadmiar maseczki należy wklepać bądź wytrzeć chusteczką higieniczną. Zalecanie jest również nałożenie kremu pod oczy.


Pierwszy raz maseczkę Rival de Loop nałożyłam na noc, to co się nie wchłonęło wklepałam delikatnie palcem. Po przebudzeniu nie zauważyłam spektakularnych efektów. Oczywiście skóra była dobrze nawilżona, nie wystąpiła też żadna reakcja alergiczna. Jednak identyczne efekty daje mi mój krem pod oczy. Dwa dni później użyłam ponownie tego produktu, z ta różnicą, że po zalecanych 15 minutach nałożyłam jeszcze krem pod oczy i poszłam spać. I wtedy dopiero zauważyłam większą różnicę. Skóra była bardziej nawilżona, jędrniejsza, zmarszczki mimiczne nie były tak głębokie. 
Zużyłam już jedno całe opakowanie i kupiłam kolejne.

Maska ma bogaty skład, na pierwszych miejscach występują oleje makadamia, z pestek winogron, sojowy, do tego masło shea, witamina E i B5.

Jestem zadowolona z działania tej maseczki, dobrze nawilża i kosztuje grosze. Największy jej minus to opakowanie, wygodniejsza w stosowaniu byłaby tubka.



Jakie są Wasze ulubione produkty do pielęgnacji skóry wokół oczu?


niedziela, 20 listopada 2016

Bilet do kina - Doktor Strange i Pitbull. Niebezpieczne kobiety

Cześć!

Zapraszam na dwie kolejne recenzje ostatnich hitów filmowych.





Doktor Strange

Dr Stephan Strange jest jednym z najlepszych chirurgów na świecie. Pewny siebie, inteligentny, z charakteru przypomina innego znanego lekarza, dra Housa. Sensem jego życia jest praca. Świat  głównego bohatera wywraca się do góry nogami po nieszczęśliwym wypadku samochodowym, w którym najbardziej ucierpiały jego dłonie. Kolejne operacje nie dają pożądanego efektu, a najprostsze czynności sprawiają mu olbrzymie trudności. Nie ma mowy o pełnym powrocie do formy. Gdy medycyna konwencjonalna zawodzi, Stephan udaje się do Katmandu. Trafia do miejsca, gdzie będzie szkolony przez najwyższego czarnoksiężnika Przedwieczną. Dzięki swojemu uporowi i determinacji ma szanse posiąść olbrzymią moc i wiedzę tajemną.

Nie miałam ochoty iść na ten film. Odtwórca głównej roli, Benedict Cumberbatch, nie pasował mi do filmów tego gatunku. Zdanie zmieniłam po kilkunastu minutach seansu. Świetny aktor i świetna rola. Jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Teraz, uważam, że nikt inny lepiej by tego nie zagrał .
Efekty specjalne wciskają w fotel, żałuje, że nie oglądaliśmy w 3D. To co charakteryzuje wszystkie filmy Marvela to spora dawka humoru, która jednak nie czyni z tych dzieł komedii.
Spektakularne widowisko, które mam nadzieję doczeka się kontynuacji.  "Doktor Strange" gwarantuje świetną zabawę w kinie!

Pitbull. Niebezpieczne kobiety

Zuza i Jadźka zaczynają pracę w policji.  Małgorzata "Drabina" Bojke odsiaduje wyrok za zlecenie morderstwa i rodzi dziecko w więzieniu. Losy tych kobiet zaczynają się przeplatać. Zuza wdaje się w romans z "Cukrem", chłopakiem Drabiny, który jest członkiem gangu motocyklowego, a także bierze udział w przekrętach paliwowych. Jadźka jest twardą policjantką,  ale w domu znęca się nad nią mąż, który pracuje w urzędzie skarbowym i należy do mafii paliwowej. Majami, zabija jednego z członków gangu motocyklowego, zostaje wydany na niego wyrok śmierci.

Poprzedniej części "Pitbulla" nie oglądam, zaczęłam ale nie dałam rady obejrzeć do końca. Film okazał się dla mnie zbyt brutalny. Po obejrzeniu zwiastuny "Niebezpiecznych kobiet" odniosłam wrażenie, że ta cześć będzie łagodniejsza. Tak też było.

Miałam olbrzymi problem by opisać fabułę tego filmu.  Wątków jest tyle, że starczyło by na trzy kolejne części. Okazuje się, że wszyscy mają ze sobą coś wspólnego, natomiast niektóre wątki zostały wciśnięte na silę do scenariusza. Tak dzieję się z Majami i Olką. Gdyby ich nie było w tym filmie, fabuła zbytnio by się nie zmieniła.

Największy minusem najnowszego "Pitbulla" okazał się dźwięk. Dialogi momentami są niezrozumiałe. Aktorzy strzelali słowami z prędkością karabinu maszynowego, czasami byłam w stanie wyłapywać tylko co drugie słowo.

O ile w "Nowych porządkach" przerażał mnie realizm wydarzeń, to w kontynuacji pojawia się wiele absurdu, surrealizmu, a niektóre sceny są tak nieprawdopodobne, że aż bawią.

Mimo kilku mankamentów, film oglądało mi się dobrze. Polecam!


PS. Znowu podnieśli ceny biletów w kinach. Niedługo wyjście na film to będzie rarytas dla wybranych.


czwartek, 17 listopada 2016

Zanim spadnie ostatni liść

Witajcie!

Już niewiele liści zostało na drzewach. Zrobi się całkiem szaro-buro. Nie lubię tego. Najpiękniejsza jesień jest w październiku, gdy liście na drzewach mienią się różnymi kolorami. Zachwycam się nimi i olbrzymią przyjemność sprawia mi robienie im zdjęć.


Tydzień przed zrobieniem zdjęcia powyżej, liście były jeszcze zielone, natomiast tydzień po - liści prawie już nie było.
Czas biegnie nieubłaganie.




(...) Od gorąca twych płomieni zapłonęły liście drzew 
Od zieleni do czerwieni krążył lata senny lew 
Mała chmurka nad jej czołem, mała łezka, słony smak 
Pociemniało, poszarzało - jesień, jak to tak?
Jesień, jesień, jak to tak? (...)






Kolory piękne! Szkoda tylko, że pogoda kapryśna i dni słonecznych jak na lekarstwo. Może chociaż zima będzie mroźna i biała. Czekam na śnieg.







Lubicie jesień?


sobota, 12 listopada 2016

Maska do włosów Kallos Milk

Cześć!

Obecnie jestem na etapie poszukiwania masek idealnych dla moich włosów. Udało mi się znaleźć 3 bardzo dobre odżywki do włosów. Do moich ulubieńców należy odżywka z Garniera Ultra Doux, Nivea Long Care& Repair oraz Dove Intensive Repair.
Z maskami jest ciut gorzej, przetestowałam m.in. 5 rodzajów masek Kallos: Latte, Vanilla, Chocolatte, Keratin i ostatnia Milk. Do pięciu razy sztuka.

Kallos - Milk
cena: ok 6 zł/ 275 ml


Od producenta:
Dzięki zawartości pielęgnującej proteiny mlecznej dogłębnie odżywia i nawilża całą strukturę włosów. Po zastosowaniu włosy stają się jedwabiste, lśniące i łatwe w układaniu.


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein,Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Przede wszystkim ta maska pięknie i intensywnie pachnie budyniem śmietankowym. Jest na tyle gęsta, że nie spływa między palcami. Mimo małego opakowania starczyła mi na wiele użyć, jest wydajna.
Mam dosyć duży problem z rozczesywaniem włosów po ich umyciu, bardzo się plączą. Oczekuje od odżywek i masek, tego, że ułatwią mi ich rozczesywanie. Ta maska w ogóle mi tego nie ułatwia. 
Włosy po jej zastosowaniu są nawilżone i miękkie. Jednak nie jest to efekt WOW, który utrzymuje się nawet po kolejnym myciu. Otrzymany efekt jest tymczasowy. 
Na początku stosowałam ten produkt raz w tygodniu, na kilkanaście minut, gdy zauważyłam, że jest raczej przeciętna, zaczęłam ją stosować do codziennej pielęgnacji, zamiast odżywki. Chciałam ją jak najszybciej zużyć. 

Wszystkie maski jakie miałam okazały się takimi średniaczkami. Nie szkodzą moim włosom, ale nie zachwycają. Myślę, że to koniec mojej przygody z tymi produktami. Wiele dziewczyn zachwala jeszcze maskę bananową, jednak nie wierzę, że może więcej zdziałać niż te, które miałam u siebie.


Jakie są Wasze ulubione maski do włosów?


wtorek, 8 listopada 2016

Nowości kosmetyczne (wrzesień-październik)

Hej!

Dawno nie było postu z kosmetycznymi nowościami, całe dwa miesiące ;) Zdecydowana większość to produkty, które znam i które bardzo dobrze się u mnie sprawdzały. Nie mam ochoty ostatnio na eksperymenty.


Jak na zakupy z dwóch miesięcy nie jest tego aż tak dużo, prawda? ;)


Pamiętam, że jeszcze dwa lata temu naprawdę obkupiłam się w czasie promocji w Rossmannie. Postanowiłam po raz pierwszy wypróbować tusz z Maybelline, który podobno, albo się kocha, albo nienawidzi. Mnie, póki co, on nie zachwyca. Reszta to sami sprawdzeni ulubieńcy: paletka cieni, korektor, baza pod cienie, podkład, lekier do paznokci.


Na miejsce toniku z Ziaji z aloesem kupiłam tonik Lirene nawilżający, myślę, że się polubimy. Na kilku blogach pojawiły się produkty O'Herbal do włosów, ja skusiłam się na szampon. Nie mogło zabraknąć płynu micelarnego z Garniera.


Effaclar Duo plus to mój ulubiony i najskuteczniejszy produkt zwalczający niedoskonałości. Kremu matującego z Lirene używałam przez okres wakacji i byłam z niego bardzo zadowolona. Przez ponad dwa lata stosowałam pastę peelingującą z serii liście manuka, postanowiłam zamienić na inny peeling, bo moja skóra przestała tolerować ten produkt.


A tutaj same sprawdzone rzeczy. Jeśli potrzebuję mega nawilżenia sięgam po emulsję z Ziaji. Najlepsze kremy do rak, to te z Evree, różowy jest moim faworytem. Udało mi się również znaleźć bardzo dobry krem pod oczy. Planuje o nim napisać oddzielny post.


Lubicie eksperymentować z nowymi kosmetykami?


czwartek, 3 listopada 2016

Tonik Ziaja Bio Aloes

Witajcie!

W dzisiejszym poście będzie słów kilka o toniku z firmy Ziaja. Lubię stosować kosmetyki polskich firm. A po produkty z Ziaji dosyć często sięgam. Bardzo lubię ich maseczki z glinkami, pastę do zębów bez fluoru, emulsję nawilżającą do twarzy, fizjoderm żel do mycia twarzy oraz produkty z serii liście manuka.

ZIAJA TONIK BIO ALOES, ODŚWIEŻANIE, NAWILŻANIE, CERA SUCHA I NORMALNA
pojemność/cena: 200 ml/ 6-7 zł


Od producenta:
Łagodnie oczyszcza naskórek. Doskonale nawilża i tonizuje skórę. Wykazuje skuteczne działanie kojące. Przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.

Skład:
Aqua, Propylene Glycol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum, Linalool, Citric Acid


Zanim zaczęłam stosować tonik Ziaji, używałam toniku Lirene Wybielanie, który był fenomenalny. Niestety nigdzie nie mogę go teraz znaleźć. Bardzo dobrze nawilżał skórę i rozjaśniał przebarwienia. Tego typu produktów używam po dokładnym demakijażu wykonanym płynem micelarnym oraz żelem do mycia twarzy, a przed nałożeniem kremu.
Stosowanie toniku ma na celu usunięcie resztek produktów do demakijażu oraz przywrócić skórze odpowiednie pH.

Tonik Bio Aloesowy znajduje się w nieprzeźroczystej butelce zamykanej na "klik". Wole jednak transparentne opakowania, łatwiej ocenia się zużycie płynu. 
Bardzo podoba mi się zapach toniku, jest rześki, delikatny i przyjemny

Nie jestem zadowolona z działania tego produktu. Męczę się z nim od ponad miesiąca, zostało mi na szczęście jeszcze go na dwa, trzy użycia. Wyrzucę puste opakowanie i nigdy do niego  nie wrócę.

Kupiłam ten tonik ponieważ szukałam czegoś nawilżającego. Po lecie skóra potrzebuje szczególnej pielęgnacji. Po pierwszych dniach stosowania, skóra źle na niego reagowała, tylko, że u mnie do dosyć częste zjawisko po wprowadzeniu nowego produktu. Kolejne dni mijały, a moja skóra wcale się nie przyzwyczaiła do tego toniku, zaczęły się problemy z trądzikiem. Skóra po jego użyciu nie była nawilżona, było wręcz odwrotnie, była nieprzyjemnie ściągnięta, przesuszona, potrzebowała natychmiastowego nawilżenia w postaci kremu.
By szybciej go wykończyć zaczęłam go używać do demakijażu. W tej roli również się nie sprawdził. Do pięt nie dorasta różowemu Garnierowi. 


Żałuję, ze nigdzie nie mogę znaleźć toniku z Lirene, był idealny. Ten z Ziaji ani nie nawilża, ani nie koi podrażnień, słabo oczyszcza skórę. 


Lubicie produkty z Ziaji?
Używacie w swojej codziennej pielęgnacji toników?


wtorek, 1 listopada 2016

Coolturalny październik

Cześć!

Nie potrafię cieszyć się jesienią. Pogoda jest, łagodnie mówiąc, nieprzyjemna. Prawie w każdy weekend padało, spacery były prawie niemożliwe. A miałam jeszcze wiele planów na wycieczki jednodniowe. Szaro buro przez kolejne 4 miesiące. Nie ma tygodnia żebym nie wracała wspomnieniami do lata i do zdjęć z wakacji.
Ale dosyć marudzenia!!! Czas na nowy post!!!


Filmy:

Ani razu nie byłam w październiku w kinie. A mieliśmy iść na "Inferno" i na "Dziewczynę z pociągu". Odkładaliśmy wyjście na kolejny i kolejny weekend, aż się miesiąc skończył ;) Za to udało mi się obejrzeć kilka ciekawych filmów na DVD: "Moje wielkie greckie wesele 2", "Dama w vanie", "Colonia", "Więzienny eksperyment". Dwa ostanie oparte są na faktach i bardzo je Wam polecam.

Książki:

Przeczytałam dwie książki, jak dla mnie całkiem spory sukces. Pierwsza to wszystkim znana powieść "Gwiazd naszych wina" J. Green'a. Kolejna przeczytana pozycja to "Księga stylu Coco Chanel" K. Karbo.

Nowe książki:

Koleżanka zachęciła mnie do przeczytania kolejnej książki J. Moyes "Razem będzie lepiej". Akurat udało mi się ją kupić w taniej wersji kieszonkowej.

Wydarzenia:

11 października byliśmy z Narzeczonym i znajomymi na meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie. Polacy pokonali Danię 3:2. Towarzyszyły nam niesamowite emocje. Oglądanie meczu na stadionie to zupełnie inne doznania. Bardzo się cieszę, że mogliśmy wpierać naszych w tym niełatwym starciu.

Muzyka:

Absolutnym hitem ostatnich kilkunastu dni jest ten kawałek:
Mahmut Orhan - Feel feat. Sena Sener
Kolejny:


Burak Yeter - Tuesday ft. Danelle Sandoval

Nie może zabraknąć polskiego akcentu:

Varius Manx & Kasia Stankiewicz - Piątek




Lubicie jesień? Czy przeszkadza Wam brak słońca?