sobota, 21 maja 2016

#(NIE)WszystkoGra

Cześć!

W środę wybrałyśmy się z koleżankami do kina na #WszystkoGra. Było głośno o tym filmie, porównywano do znanego musicalu Mamma Mia! Szłyśmy z nastawieniem , że będzie nam dane obejrzeć lekki i przyjemny film, posłuchamy wielkich polskich przebojów.

Spotkało nas wielkie rozczarowanie.

Trzy kobiety o silnych osobowościach walczą o swój rodzinny dom. Babcia, matka i córka nie zawsze się dogadują ze sobą ... Dobra, poddaje się nie potrafię napisać o czym jest ten film ....

Mało dialogów, urwane sceny, bardzo dużo piosenek, czasem pasujących do sytuacji, czasem wciśnięte na siłę i nie wszystkie mi znane, i w tej niewiedzy nie byłam osamotniona.
Film bardzo nowatorski, połączenie musicalu, animacji, dramatu, romansu. Film jest wielowątkowy, tylko, że żaden wątek tak naprawdę nie został rozwinięty, coś się wydarzyło, ciach, piosenka, jedna, druga, ciach, ci sami bohaterowie, ale akcja posunięta o wiele dalej, jakbym przespała coś po drodze. Myślę, że głównie chodziło o to, żeby widz sam sobie dopowiedział połowę filmu.
Najbardziej rozbawiła mnie postać filmowego Staszka, snuje się przez cały film, wypowiada dwa zdania, a w sumie odgrywa kluczową rolę.
Twórcy filmu mówią, że chcieli stworzyć film rozrywkowy, pełen ciepła, pozytywny. Wg mnie bohaterki miały w sobie wiele smutku, nie były zadowolone ze swojego życia, nie dogadywały się i gdyby nie ten dom, każda poszłaby w swoja stronę. Tak ogólnie to wszyscy tam byli melancholijni.

Jakieś pozytywy?

Podobała mi się Warszawa w tym filmie, układy choreograficzne, nowoczesne aranżacje starych przebojów, w szczególności utwór Izabeli Trojanowskiej - Wszystko czego dziś chcę.
Najlepszy tekst z filmu:
"Co ja się tak ucieszyłam, że ciebie zobaczyłam?"


Twórcy filmu sami sobie zaszkodzili, mi.in. porównując #WszystkoGra do Mamma Mia!. Te dwa filmy nic nie mają wspólnego. Zabrakło tego optymizmu, lekkości, energii.

Miało być dobrze, a wyszło jak zawsze. Szkoda.


13 komentarzy:

  1. Nie widziałam i raczej się nie wybiorę żeby obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam iść do kina, ale czytam już kolejną recenzje która mnie zniechęca. Poczekam trochę i obejrzę w domu, najwyżej w połowie przyłączę lub wysłuchać piosenki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie widziałam, ale w sumie zaskoczona nie jestem- w końcu nasi twórcy bawią się raczej w komedie niż takie filmy... Mimo to obejrzę, choćby z czystej ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio jak próbowałam wyciągnąć chłopaka do kina to od razu odrzuciłam ten film - opis i opinie wydawały mi się zbyt rozbudowane :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Polskie kino od kilkunastu co najmniej lat to prawdziwe dno, dlatego nie dziwi mnie Twoja recenzja ;) Swoją niechęć do polskiej twórczości przenoszę także na muzykę, zatem ominę to "dzieło" szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z polskich wykonawców bardzo lubię Brodkę, Dawida Podsiadło, moim zdaniem prezentują wysoki poziom, ale nie każdemu musi się podobać ta muzyka. Jeśli chodzi o film to ostatnio polscy twórcy idą na ilość a nie na jakoś, mam już dosyć głupawych komedyjek :(

      Usuń
  6. Cóż... podzielam zdanie Kasi. Polskie filmy to raczej słabe produkcje, więc nie jest dziwna Twoja opinia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie polskie filmy są złe, niedawno w telewizji oglądałam 3 dobre polskie produkcje "Pieniądze to nie wszystko", "Tylko mnie kochaj" i "Vinci".

      Usuń
  7. Oj nie... to nie moje preferencje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak czułam, że do Mamma Mia będzie daleko, dlatego jakoś od początku nie planowałam się wybrać na ten musical :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj szkoda, że masz o nim taką opinię, teraz nie wiem, czy chcę do obejrzeć, choć przedtem miałam ochotę - też na mnie podziałało porównanie do Mamma Mia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to takie polskie Mamma Mia!, niestety bardziej szaro-bure. Znajomej podobał się ten film i mi powiedziała, że dobrze się na nim bawiła, także co człowiek, to inny gust ;)

      Usuń