sobota, 26 marca 2016

Życzenia Świąteczne

Moi Drodzy!




* * *

Zdrowia, szczęścia, humoru dobrego


a przy tym wszystkim stołu bogatego.


Mokrego dyngusa, smacznego jajka


i niech te Święta będą jak bajka.


Magda




sobota, 19 marca 2016

Filmy na weekend

Cześć!

Jak Wam idą wiosenne porządki? Mnie zostało powieszenie firanek, ale najpierw krótka przerwa na publikację posta na blogu.

Dzisiaj mam dla Was propozycję dwóch filmów, zupełnie różnych.



PITCH PERFECT

Beca właśnie rozpoczęła naukę w colleg'u. Będzie się uczyć w szkole, w której wykładowcą jest jej ojciec. Założyła z góry, zenie będzie szczęśliwa w tym miejscu. Jej marzeniem jest zostać DJ'em, a jej ojciec chce by zdobyła dobre wykształcenie, dlatego proponuje jej pewien układ. Jeśli Beca przez rok nie nie zaangażuje się w żaden szkolny projekt i go nie polubi będzie mogła porzucić naukę. Dziewczyna przyłącza się do grupy dziewczyn śpiewających w chórze a;capella. Być może dzięki jej pomysłom uda się im osiągnąć sukces w międzyszkolnym konkursie?

Sympatyczny - to słowo mi się nasuwa jako pierwsze, gdy myślę o tym filmie. Fajna, ciut banalna amerykańska komedia. Idealna na gorszy dzień. Albo po dniu spędzonym z odkurzaczem i ścierką. Dużo muzyki i śpiewu, a i pośmiać się można. Natomiast, w głowie pozostaje piosenka wykonywana przez aktorkę Annę Kendrick, której słuchałam przez kilka dni, na okrągło - Cup song.
Jak się okazało film Pitch Perfect doczekał się kontynuacji. Obie części obejrzałam tego samego wieczoru. Pomijam fakt, że położyłam się o 2 w nocy, a miałam wstać następnego dnia o 6. To był dobrze spędzony czas. Lubię czasem obejrzeć coś lekkiego, co mnie odstresuje.


BEZ LITOŚCI

Było słodko teraz czas na coś mocniejszego.

Robert McCall jest spokojnym i charyzmatycznym pracownikiem marketu budowlanego. Raczej zamknięty w sobie, jednak zawsze chętny do pomocy. Wszyscy go szanują, nikt nie wie, że jest byłym żołnierzem sił specjalnych. Codziennie, w środku nocy wychodzi do pobliskiego baru poczytać książkę i wypić herbatę. Czasem rozmawia z młoda prostytutka, która wpada do baru czekając na kolejnego klienta. Gdy Robert dowiaduje się, że dziewczyna została brutalnie pobita i w ciężkim stanie leży w szpitalu, postanawia zemścić się na jej oprawcach.

Bardzo dobre kino akcji. Oglądam ten film już dwa razy. pierwszy raz w kinie, chciałam iść na coś lekkiego, więc w sumie nie wiem czemu wybrałam ten tytuł, ale nie żałuję. Kolejny raz oglądałam z Narzeczonym, jemu też się spodobał. To bardziej męskie kino, krew się leje, masa trupów, główny bohater bez skrupułów wykańcza kolejnych członków rosyjskiej mafii.  Film godny polecenia, trzyma w napięciu. Mogę nie być do końca obiektywna, gdyż jestem fanką Denzela Washingtona i podobają mi się wszystkie jego filmy, które miałam okazję oglądać.



Na jaki film macie ochotę? Kino akcji czy komedia, co wybierzecie?




czwartek, 17 marca 2016

Kilka nowości

Cześć!

Patrząc na poprzednie posty zakupowe zauważyłam, że najwięcej i najczęściej kupuję kosmetyki do pielęgnacji włosów. Nigdy nie mam problemów z ich wykańczaniem. Najrzadziej kupuje kolorówkę, jeszcze kiedyś często pojawiały się nowe lakiery do paznokci. Teraz, mam pełną szufladę lakierów, a i tak najczęściej używam tylko 4 kolorów z Golden Rose.


Wśród tych kosmetyków znajdują się 4 zupełne dla mnie nowości. Jeden z kosmetyków zachwycił mnie już przy pierwszym użyciu. Zgadniecie który?


Nivea - odżywka odbudowująca Long Repair - to ta odżywka mnie zachwyciła. Jest świetna. Wkrótce pojawi się o niej post.

L'biotica Biovax - Cavior Intensywnie regenerująca maseczka do włosów - co prawda stosuję zamiennie dwie inne maski, ale i trzecia się przyda. Kupiona na promocji w Rossmannie.


Batiste- suchy szampon - stały bywalec.

Isana Med - szampon z mocznikiem - lubię go i często do niego wracam.


Nivea - żel do mycia twarzy- po krótkim romansie z żelem tymiankowym z Sylveco wróciłam do starego i sprawdzonego przyjaciela.

Marion - oczyszczający płatek na nos z zielona herbatą - ciekawe czy się sprawdzi?


Alterra- pomadka ochronna z granatem - już ją kiedyś miałam, dobrze nawilża.

Nivea - antyperspirant w sztyfcie - kolejne opakowanie, całkiem dobry.

Wibo - bibułki matujące - moje pierwsze opakowanie, gadżet do torebki.




Jakie kosmetyki kupujecie najczęściej?



poniedziałek, 14 marca 2016

Lunchbox #24 z muffinkami

Cześć :)

Mam dla Was kolejne pomysły na lunchboxy.


Przepisy na słodkie i na wytrawne babeczki zaczerpnęłam z innych blogów.


ZESTAW NR 1
Słodkie muffiny



Muffiny z żurawiną
Szczegóły i przepis znajdziecie na blogu Filozofia smaku KLIK
Są mega proste i szybkie w wykonaniu.  A smakują wyśmienicie.


Kasza gryczana z pieczarkami
1/2 ugotowanego woreczka kaszy gryczanej
Do kilka pieczarek pokrojonych w plasterki i podsmażonych dodałam dwie łyżki śmietany i łyżkę posiekanego szczypiorku i wszystko chwilę trzymałam na małym ogniu. Do tego surówka z buraczków.

Koktajl
Mango, banan i woda.


ZESTAW NR 2


Natomiast, przepis na muffiny jajeczne wzięłam z bloga Ugotowani.tv KLIK
Ze składników, które zostały podane w przepisie  wyszło mi 11 muffinek. A zamiast boczku dałam szynkę.

Są przepyszne i bardzo pożywne. W pracy przygrzałam muffinki w mikrofali, posypałam je żółtym serem.


Inne przepisy i pomysły na lunchboxy do pracy znajdziecie tutaj KLIK


Jakie lubicie muffiny najbardziej?

sobota, 12 marca 2016

Książki na weekend - "Dziewczyna w ciemności" oraz "Suka"

Witajcie :)

O książce "Dziewczyna w ciemności" dowiedziałam się z Wysokich Obcasów. Przeczytałam wywiad z autorką, który był na tyle interesujący, że zapragnęłam również przeczytać jej książkę. W końcu nie od dziś wiadomo, że najlepszym pisarzem jest życie i to ono pisze najpiękniejsze romanse.


Anna Lyndsey - Dziewczyna w Ciemności

Anna Lyndsey była młodą pełna życia kobietą, która realizowała się w pracy i właśnie się zakochała. Nigdy nie miała większych problemów zdrowotnych. Jednak życie potrafi zaskoczyć. Najpierw zaczęło się niewinnie. Siedząc przed komputerem zaczęła czuć, że piecze ja twarz, później źle reagowała na sztuczne światło. Na koniec musiała zamknąć się z zupełnie ciemnym pokoju, ukrywać się pod grubą warstwą ubrań. Narażenie się na jakiekolwiek działanie promieni słońca, czy światło księżyca kończyło się wielkim bólem. Lekarze nie potrafili jej pomóc, bezradnie rozkładali ręce. Anna zaczęła działać instynktownie z różnym skutkiem. W tych najtrudniejszych chwilach mogła liczyć na swojego chłopaka. Chociaż poznali się krótko przed jej chorobą, Pete wspierał Annę w najtrudniejszych chwilach. Mógł odejść, ale tego nie zrobił. Ilu mężczyzn byłoby gotowych na takie poświęcenie? 



Katarzyna Gryga - Suka

Wahałam się czy na blogu ma się pojawić post dotyczący tej książki.
Wspominałam Wam o niej przy okazji filmu "Słaba płeć". Po seansie czułam niedosyt, za mało było Suki w Suce.

Powinna zacząć od tego o czym jest ta książka. Tylko co zrobić, gdy w książce nie ma akcji? W sumie w tej książce nic się nie dzieje, są w niej przede wszystkim przemyślenia głównej bohaterki na temat wszystkiego, co ja otacza. To było straszne przeżycie, jakbym siedziała w czyjeś głowie, słyszała czyjeś myśli, z którymi nie zgadzam się w 99 procentach. W książce roi się od przekleństw, ale nie przeszkadzały mi one jakoś szczególnie.

Suka jest młodą piekielnie inteligentną kobietą, która prawdopodobnie cierpi na nerwicę natręctw, nie przepada za ludźmi, jest biseksualistką. Ma dziewczynę, która ją strasznie drażni. Sama nie wie dlaczego z nią jest. Wszystkich trzyma na dystans. Lubi otaczać się ekskluzywnymi rzeczami. Jest pesymistką, nie potrafi z niczego czerpać radości. Robi to co chce, z kim chce i kiedy chce. Ma w głębokim poważaniu to, co myślą o niej inni. Pozytywnymi uczuciami darzy tylko matkę i psa Wyżła. Wyjeżdża z matką na drogie wakacje, po to by móc leżeć na plaży i czytać. A gdy skończą się książki, potrafią wrócić przed końcem turnusu, bo nie warto zostać nawet w najpiękniejszym miejscu jeśli nie ma się co czytać. Akcja rozwija się pod koniec książki, w momencie, w którym Suka traci pracę. Okazuje się, że znalezienie nowego zajęcia nie jest prostym zadaniem. Ofert nie jest zbyt wiele, a jeśli już są, to za śmiesznie niskie wynagrodzenie, albo propozycje darmowego stażu.

Naprawdę takie powinny być współczesne kobiety? Powinny pracować w domu, ograniczyć kontakty z ludźmi do minimum, żyć bez przyjaciół, czepiać się wszystkiego, mieć sterylne mieszkanie i nie zapraszać do niego nikogo, bo będzie dotykał ich rzeczy?

Film "Słaba płeć" z książką "Suka" ma niewiele wspólnego, właściwie to tylko to, że tu i tu pojawia się pies Wyżeł. Szczerze mówiąc, główna bohaterka filmowa znacznie bardziej przypadła mi do gustu, od jej pierwowzoru książkowego, jest bardziej ludzka. Właściwie nie powinnam porównywać filmu i książki ponieważ są o czym innym, ale film jest zdecydowanie lepszy niż "Suka" Katarzyny Grygi. W filmie przynajmniej coś się dzieje.
Mam nadzieję, że nigdy nie spotkam w swoim życiu opisanej przez autorkę kobiety, przebywając w jej otoczeniu miałabym na bank depresję i straciłabym chęć do życia.


Dwie historie, dwie zupełnie inne kobiety. Jedna, chciałaby mieć kontakt ze światem i ludźmi, niestety z powodu choroby musi się izolować. Druga, chociaż może korzystać z uroków świata sama skazuje się na izolację.


Cieszmy się życiem!!!


Zaciekawiła Was, któraś z książek?



czwartek, 10 marca 2016

Sylveco - tymiankowy żel do twarzy

Cześć!

O kosmetykach Sylveco jest głośno od dawna. Błyskawicznie zdobyły popularność, zachwycają dobrym i naturalnym składem. Przebojem okazały się m.in. lipowy płyn micelarny czy pomadka peelingująca.

A, co ja sadzę o tymiankowym żelu do mycia twarzy?

Sylveco - Tymiankowy żel do mycia twarzy
Cena: 17zł / 150ml


Od producenta:
Głównymi składnikami olejku tymiankowego są tymol i karwakrol. Posiada on bardzo silne właściwości przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze. Hamuje rozwój bakterii chorobotwórczych (m.in. Staphylococcus aureus i Propioniobacterium acnes, które odpowiadają za rozwój zmian trądzikowych). Łagodzi stany zapalne, działa na skórę oczyszczająco i tonizująco.
Hypoalergiczny, oczyszczający żel do mycia twarzy z kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Zawiera bardzo łagodny, ale jednocześnie skuteczny środek myjący, który nie podrażnia nawet najbardziej wrażliwej skóry. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, delikatnie złuszcza martwy naskórek i reguluje procesy odnowy jego komórek. Żel został wzbogacony olejkiem i ekstraktem z tymianku, które posiadają właściwości przeciwzapalne i kojące. Systematyczne stosowanie pozwala zachować gładką, zdrową skórę o równomiernym kolorycie.

Skład:
Woda, Glukozyd laurylowy, Gliceryna, Ekstrakt z tymianku pospolitego, Panthenol, Kwas jabłkowy, Wodorowęglan sodu, Benzoesan sodu, Olejek tymiankowy.


Tyle dobrego naczytałam się produktach Sylveco, że musiałam zacząć je testować. Akurat kończył mi się ulubiony żel do mycia twarzy z Nivea, postanowiłam kupić coś innego, coś z Sylveco. Wybrałam żel tymiankowy.

Nie muszę pisać, jakim dużym udogodnieniem jest pompka. O ile prościej i poręczniej korzysta się z produktów, które mają dozownik. Tutaj pompka działa bez zarzutu.
Dosyć kontrowersyjny jest zapach tego żelu. Intensywny ziołowy, w pierwszych dniach bardzo mi przeszkadzał. Teraz nawet go nie wyczuwam. Konsystencja typowa dla żeli. Wydajność wg mnie słaba. Ponieważ produkt ma naturalny skład słabo się pieni. Zanim się przestawił i nauczyłam się jak go używać ubywało go w zastraszającym tempie, myślała, że starczy mi na góra 2 tygodnie.


Zacznę od tego, że gdy używałam żelu Nivea nie robiłam przed umyciem twarzy demakijażu. Żel dobrze się pienił i radził sobie nawet z tuszem do rzęs. Dopiero później przecierałam twarz wacikiem z płynem micelarnym lub tonikiem.
Gdy zaczęłam używać żelu tymiankowego okazało się, że muszę wykonywać demakijaż i to bardzo dokładny. Po jednorazowym przemyciu twarzy wodą i tym żelem nadal na skórze pozostawał podkład. Musiałam myć twarz nawet trzykrotnie by zmyć całkowicie makijaż. Stosowanie tego żelu znacząco wydłużyło czas poświęcony na wieczorną pielęgnację. Czułam, że skóra po umyciu i osuszeniu jest nieprzyjemnie ściągnięta i sucha.

Po kilku dniach zauważyłam, że moja cera stała się jakby jaśniejsza, zmniejszyły się przebarwienia, jest to jedyna zaleta, którą zaobserwowałam w trakcie stosowania tego produktu.

Natomiast, po około 3 tygodniach poczułam pod palcami, że całą twarz mam pokrytą drobnymi krostkami. Odstawiłam żel, a że nie miałam innego w zapasie zaczęłam myć twarz żelem do higieny intymnej. Stan cery się polepszył po tygodniu, a po 2 tygodniach wszystko wróciło do normy.

Tymiankowy żel z Sylveco mnie nie zachwycił. Wręcz przeciwnie, po kilkunastu dniach zaczął mi szkodzić. Jestem w zdecydowanej mniejszości osób, którym ten kosmetyk nie przypadł do gustu. Szkoda, zależało mi na wprowadzeniu do codziennej pielęgnacji naturalnych kosmetyków. Chociaż, kusi mnie lipowy płyn micelarny.

poniedziałek, 7 marca 2016

Instamix z lutego

 Cześć!

Niespodziewana i nieplanowana przerwa w blogowaniu nastąpiła z powodu mojej choroby. Brało mnie od kilku tygodni, aż w końcu rozłożyło mnie na prawie dwa tygodnie. Mam jeszcze kilka dni zwolnienia. A jak Wasze zdrowie?

W lutym zaczęłam czuć wiosnę w powietrzu, w domu pojawiły się świeże kwiaty, nie mogło oczywiście zabraknąć moich ulubionych tulipanów. Całkiem dobrze szło mi czytanie, przeczytałam 4 pozycje. Narzeczony rozpieszczał mnie słodkościami, albo coś mi kupował, albo piekł pyszne ciasta. Lada moment i będzie Wielkanoc, niech się pogoda zrobi, muszę okna umyć ;)


Miesiąc zaczęłam od szybkiej wizyty w Stolicy, pojechałam złożyć życzenia Narzeczonemu z okazji urodzin. W sumie podróż trwała dwa razy dłużej niż nasze spotkanie, ale czego nie robi się z miłości?

Już na stałe zagościły u mnie hiacynty i szafirki

Dwa moje ulubione kolory tulipanów
                 

W lutym w kioskach pojawiła się nowa seria książek idealnych do poczytania wiosną i latem. Kilka tytułów z listy znam. Fajne lekkie książki

Największy zawód czytelniczy ostatnich miesięcy.

Jeden z ulubionych sposobów spędzania wolnych chwil

Nie ma to jak wygrać duże pieniądze na Święta ;)
W lutym powróciłam również do kolorowania, czyżbym miała więcej stresów?


A jak Wam minął luty?