niedziela, 30 sierpnia 2015

Niedzielne śniadanie

Pora bardziej obiadowa niż śniadaniowa, ale postanowiłam podzielić się z Wami pomysłem na pyszne śniadanie. Idealne na niedzielny poranek.


Składniki na 2 porcje:

- 4 kromki chałki (najlepiej takiej dwudniowej)
- jajko
- zapach waniliowy
- cukier waniliowy
- łyżka masła do smażenia
- cukier puder
- ulubione owoce

Przygotowanie:

Wybijamy jako na talerz, dodajemy pół łyżeczki cukru waniliowego, dwie krople zapachu, dokładnie mieszamy. W rozmąconym jajku obtaczamy z dwóch stron kromki chałki. Na patelni rozgrzewamy masło i smażymy chałkę. Gdy się zrumieni przekładamy na talerz i nakładamy ulubione owoce. Na koniec posypujemy wszystko cukrem pudrem.

SMACZNEGO!!!

Dzisiaj robiłam to danie po raz pierwszy i zachwyciliśmy się tym smakiem. Już wiem, że to śniadanko będzie u Nas gościć często.

Miłej niedzieli :*


czwartek, 27 sierpnia 2015

Książka i film - Bezpieczna przystań Nicholasa Sparksa

Kilka tygodni temu rzuciła mi się w oczy okładka filmu "Bezpieczna przystań". Nie mogłam skojarzyć skąd znam ten obrazek. Po chwili załapałam, że przecież mam książkę N. Sparksa pod tym samym tytułem, która cierpliwie czeka, aż łaskawie po nią sięgnę. Kusiło mnie by obejrzeć film, tym bardziej, że gra w nim Josh Duhamel. Ale nie, najpierw książka potem film.


      Katie nigdy by nie przypuszczała, że mężczyzna, który uratował jej życie zmieni je w koszmar. Bajka szybko zamieniła się w najgorszy koszmar. Miała się czuć przy nim bezpiecznie, a tym czasem nikogo bardziej się nie bała niż własnego męża. Kevin zmienił się po ślubie, zaczął pić i bić. Stał się bardzo brutalny, apodyktyczny. Katie była więźniem we własnym domu. Młoda kobieta nie wytrzymuje psychicznie i fizycznie takiego traktowania, obmyśla plan ucieczki, którego realizacja trwa kilka tygodni. Nie może pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Musi uciec jak najdalej się da, a nie będzie to łatwe ponieważ Kevin jest detektywem.
Katie po ucieczce z domu zmienia tożsamość i osiedla się w małym miasteczku oddalonym o setki kilometrów od bestialskiego męża. Stara się ułożyć życie od nowa, mimo że prześladuje ją przeszłość. Spotyka na swojej drodze dobrych ludzi, którym zwierza się ze swojego sekretu. Jej przyjaciółką staje się sąsiadka zna przeciwka Jo. Poznaje również Alexa, właściciela miejscowego sklepu wielobranżowego. Mężczyzna jest wdowcem z dwójką małych dzieci, które tak samo jak on bardzo polubiły Katie. Jednak przeszłość nie pozwala zapomnieć o sobie, Kevin wpada na trop żony, chce odnaleźć kobietę i dosłownie wybić jej z głowy wszelkiego rodzaju próby ucieczki.



      Film Bezpieczna przystań obejrzałam dwa tygodnie temu. Byłam bardzo ciekawa jak została zekranizowana powieść Sparksa, a  filmy, które powstały na podstawie jego powieść zawsze szalenie mi się podobają. Dodam, że Sparks był producentem tego filmu więc miał duży wpływ na niego.
Film i książka w znacznym stopniu różnią się od siebie. Niektóre fragmenty filmu znacznie odbiegają od książkowego pierwowzoru. Zaczynając od wyglądu bohaterów, kończąc na opisanych uczuciach. W książce autor opisał wielką miłość Alexa i jego żony, natomiast w filmie było pokazane, że tych dwoje połączyła przypadkowa ciąża. Oglądając film teoretycznie powinnam wiedzieć, co się wydarzy, a tutaj spotkała mnie mała niespodzianka. Nie wiem, czy to dobrze czy źle?

Bezpieczna przystań, to pierwsza powieść Nicholasa Sparksa, którą przeczytałam. Wiedziałam czego się mogę spodziewać, że będzie to historia pełna emocji, nadziei  i  miłość. To czego oczekiwałam, to dostałam. Nie zawiodłam się. Historia Katie mnie poruszyła. Autor dokładnie opisał sposób, w jaki Kevin bił swoją żonę, jakie rany jej zadał. Na pewno jest to ckliwy romans.
Film mimo, iż momentami znacznie odbiega od treści książki nie traci na swojej wartości. Obie wersje tej historii spodobały mi się.

Kto nie ma ochoty na czytanie serdecznie polecam obejrzeć film.

Inne filmy nakręcone na podstawie powieści Sparksa to: Pamiętnik, Szkoła uczuć, Szczęściarz, Wciąż ją kocham, Noce w Rodanthe, Ostatnia piosenka, List w butelce, Dla Ciebie wszystko.


Lubicie twórczość Sparkasa?

wtorek, 25 sierpnia 2015

Alterra -Olejek do twarzy i nie tylko

Witajcie Kochani po dosyć długiej i bardzo potrzebnej przerwie.
Urlop za mną czas wziąć się do pracy. Muszę ożywić trochę bloga, bo mało się na nim dzieje ostatnio. Już wczoraj miałam dodać nowy post, ale książka którą czytałam (Kocham Nowy Jork)tak mnie pochłonęła, że spędziłam z nią całe popołudnie i wieczór. Żal było mi ją odłożyć, chciałam doczytać do końca. A dzisiaj zaczęłam czytać "50 twarzy Greya". Przeczytałam 60 stron i nie wiem czy będę czytać dalej ;) Ale to już temat na inny dzień.

Wspomnę jeszcze, że wreszcie blog doczekał się nagłówka! Dłuuugo z nim walczyła, nie mogłam dobrać wielkość, szerokości, kolorów. No, ale w końcu i się udało, jest ładniutki i różowiutki ;)

Do rzeczy, bo chcę Wam trochę opowiedzieć o kosmetyku, który kilka razy w te wakacje ratował mi skórę.

Alterra -Olejek do twarzy z granatem
Cena: ok. 11zł  
Pojemność: 30 ml


Olejek ten na promocji w Rossmannie, jeśli dobrze pamiętam -40% na kremy i produkty do pielęgnacji twarzy z okazji dnia Matki. To był zakup spontaniczny, nie miała go w planach.

Od producenta:
Każdy rodzaj skóry wymaga indywidualnej pielęgnacji. Olej do twarzy Alterra opracowany został specjalnie dla potrzeb skóry bardzo suchej. Dobroczynna formuła zawierająca olej z pestek granatu BIO, olej migdałowy BIO i witaminę E intensywnie pielęgnuje skórę suchą i pozostawia poczucie optymalnie odżywionej i aksamitnie gładkiej skóry.

Skład:
Glycine Soja Oil, Punica Granatum Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Dodecane, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Linalool, Limonene, Geraniol, Citral, Citronellol, Farnesol.

Zauważyłam, że wiele kobiet zaczęło stosować naturalne olejki zamiast kremów. Ja też wypróbuję, a że ten z Alterry ma dobry skład i jest niedrogi, dlatego nie wahałam się nad jego zakupem. 


Produkt został zamknięty w małej plastikowej buteleczce z pompką, która działa bez zarzutu. Nie zacina się, dozuje małe porcje olejku.
Zapach wg mnie jest przyjemny i delikatny, lekko słodkawy, wyczuwam zapach migdałów.
Konsystencja rzadka, a kolor żółtawy.
Olejek stosuję od trzech miesięcy i została mi jeszcze połowa opakowania, jest bardzo wydajny.



Przejdźmy do działania.
   Produkt stosuję na noc. Jedna "pompka" wystarcza by rozprowadzić olejek po całej twarzy. Nie wchłania się od razu, a dopiero po około 10 minutach (mały minusik).
   Po pierwszym użyciu, gdy poszłam rano do łazienki i zobaczyłam siebie w lustrze powiedziałam "WOW". Miałam buźkę jak marzenie. Mega nawilżona, wyrównany kolor, skóra była rozświetlona. I tak było przez kilka dni. Było dobrze,ale chciałam, żeby było jeszcze lepiej i zaczęłam używać innego olejku z Bielendy. Cóż przedobrzyłam i moja skóra zaczęła wariować. Totalnie mnie zsypało. Pojawiły się pryszcze giganty. Sytuacje opanowałam dopiero po trzech tygodniach.
   Po tym czasie trądzik ustąpił, ale pojawił się problem z przesuszoną skórą. Nie tylko na twarzy. Po zbyt intensywnych kąpielach słonecznych moja skóra wołała "Pomocy"!
Wystarczyły dwa dni z tym olejkiem, a skóra wróciła do normalności. Zaczerwieniania i pieczenie zniknęły.
   Dwa tygodnie temu też przesadziłam z opalaniem, od razu sięgnęłam po olejek. Po raz kolejny okazał się wybawieniem. 
   Olejek stosowany na ciało znacznie szybciej się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, regeneruje, intensywnie nawilża skórę i łatwo się rozprowadza. 

Olejek Alterry z Granatem zawiera kompozycje zapachowe i ekstrakty z surowców naturalnych, nie zawiera syntetycznych barwników, ani substancji konserwujących, sylikonów, parafiny.




Znacie ten produkt?



wtorek, 4 sierpnia 2015

Urlop!

Witajcie Kochani :)
Pierwszy tydzień urlopu za mną. Nie jest źle, bo przede mną jeszcze dwa. W trakcie dwóch tygodni nie udaje mi się wypocząć. Ledwo się odprężę, a już trzeba iść do pracy.

W zeszłym tygodniu byliśmy w Zakopanem. Cudowny wyjazd pod wieloma względami. Przede wszystkim wreszcie mogłam spędzić ze swoim Narzeczonym więcej czasu. Widujemy się tylko w weekendy, więc cały tydzień spędzony razem to wspaniała odmiana. Ten wyjazd okazał się również przełomowy ponieważ pokonałam własne słabości. Mam lęk wysokości. Zarzekałam się, że po wysokich górach chodzić nie będę, a jedynie będę rozkoszować się spacerami po dolinach. Wąskie dróżki, strome zbocza, wspinanie się po łańcuchach, myślałam - to nie dla mnie. Ale dałam się przekonać i spróbować swoich sił  w wspinaczce.

Gdzie byliśmy? Na początek  malownicza Dolina Kościeliska, następnego dnia z Kuźnic zielonym szlakiem weszliśmy na Kasprowy Wierch, a zeszliśmy przez Przełęcz pod Kopą Kondracką (momentami było niebezpiecznie), kolejnego dnia spacerkiem przeszliśmy Dolinę Chochołowską, następnego dnia wspinaliśmy się na Giewont. Kasprowym Wierchem byłam zachwycona, a droga nie Giewont nie była już taka przyjemna, natomiast wejście na sam szczyt po łańcuchach kosztowało mnie sporo stresu. Ręce mi się trzęsły ze strachu. Nie potrafiłam cieszyć się pięknymi widokami, myślałam o tym, że nie dam rady zejść. Po kilkunastu minutach przestałam panikować i mogłam spokojnie zejść na dół, właściwie to nie schodziłam tylko ślizgałam się na pupie. Ostania wycieczka miała być na Morskie Oko. Ale było tak dużo ludzi, że postanowiliśmy pójść do Doliny Pięciu Stawów, a po drodze zahaczyć o Wodospad Siklawa, nigdy tam nie byliśmy. Droga również nie była łatwa, dodatkowo mocno grzało słońce. Ale widoki zrekompensował trud wspinaczki.
Cieszę się, że tyle udało nam się zobaczyć, a przede wszystkim że się odważyłam wyjść z dolinek i zapanować nad strachem, mało tego - nabrałam ochoty na więcej! Codziennie spędzaliśmy po 8h na szlakach, wracaliśmy na katery wykończeni. Spać chodziliśmy nawet przed 22, jak małe dzieci ;)

Dolina Kościeliska

Staw Smreczyński

W drodze na Kasprowy Wierch

Już na szczycie

Droga powrotna szczytami

I kolejny odcinek drogi powrotnej z Kasprowego Wierchu, teraz zygzakiem 

Piękne widoki z polany Chochołowskiej

Ostatnia szansa by się wycofać ;)

Dałam radę, Giewont jest mój!

Widok z Giewontu

W drodze do Doliny Pięciu Stawów

Wodospad Siklawa

Zapierające dech w piersiach widoki



P.S.
Chciałam jeszcze Was poinformować, że robię sobie przerwę w pisaniu bloga. Na pewno nie pojawię się nowy wpis przez najbliższe dwa tygodnie. Chce trochę odpocząć od komputera, a więcej czytać i wreszcie nadrobić filmowe zaległości. Na kwaterze w Zakopocu nie mieliśmy internetu, było nam z tym bardzo dobrze. Chce to kontynuować przez najbliższe kilkanaście dni, taki mały detoks ;)

Do zobaczenia!