środa, 29 stycznia 2014

Nivea Soft

Używałam już wielu balsamów do ciała, ale nie byłam z nich całkiem zadowolona. Wolno się wchłaniały lub pozostawiały tłuste ślady. Moja skóra nie jest bardzo sucha i nie wymaga szczególnej troski, w związku z tym nie potrzebuję balsamu intensywnie nawilżającego, natomiast w sytuacjach awaryjnych, zwłaszcza po depilacji, stosuję oliwkę, która doskonale radzi sobie z mocno przesuszoną skórą. Szukałam balsamu idealnego, lekkiego, po którym moja skóra będzie miękka i miła w dotyku. I taki produkt znalazłam- krem Nivea Soft.



Nivea Soft, krem intensywnie nawilżający z olejkiem jojoba oraz witaminą E. Twarz / Ciało / Dłonie

Cena: ok 20 zł za 300 ml
Jest kilka wariantów opakowań: 50 ml, 75 ml, 100 ml, 200 ml i 300 ml

Skład: Aqua,Glycerin, Paraffinum liquidum, Myristyl Alcohol, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Stearic Acid, Myristyl Myristate, Cera Microcristallina, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Coco-Glycerides, Dimethicone, Simmondsia Chinensis, Tocopheryl Acetate,Lanolin Alcohol(Eucerit) Polyglyceryl-2 Caprate, Dimethicone, Sodium Carbomer, Phenoxyethanol, Linalool, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Parfum



Krem stosuję przede wszystkim jako balsam do ciała. Nivea Soft ma lekką konsystencję, łatwo się rozprowadza oraz niesamowicie szybko się wchłania i jest bardzo wydajny. A ten zapach... cudowny, delikatny i pozostaje długo na skórze. Gdy myślę o tym kremie przypomina mi się hasło reklamowe "jak ciepły, letni deszcz". Ciepły, letni deszcz kojarzy mi się z czymś przyjemny, odświeżającym. Taki własnie jest ten krem. Po jego aplikacji, moja skóra jest miękka i miła w dotyku, daje niesamowity efekt lekkości i świeżości. Używam go od roku i nie zamienię go na nic innego.
Lubię ten krem również za jego uniwersalność. Świetnie się u mnie sprawdza podczas krótkich, weekendowych wyjazdów. Nie muszę wtedy brać kremu do rąk, balsamu do ciała i kremu do twarzy, wystarczy mi tylko ten jeden krem Nivea Soft.

Dla mnie rewelacja!

niedziela, 26 stycznia 2014

Niedziela w zdjęciach

O mijającym tygodniu nie mogę powiedzieć, że był dobry. Może to przez ten Blue Monday? Każdego dnia coś mi nie wychodziło, a piątek to już prawdziwa katastrofa. Na szczęście, przyszedł weekend i wszystko się uspokoiło, a ja się wyciszyłam i zrelaksowałam. Niemały udział miał w tym mój S. :) Ale cóż, jutro znowu trzeba iść do pracy i pozostaje mi tylko odliczanie dni do kolejnego weekendu. 
Około południa, wpadł  mi do głowy pomysł na uwiecznienie na zdjęciach dzisiejszego dnia i umieszczenie ich na blogu. W przyszłości chciałabym regularnie dodawać posty typu "fotomix", bardzo je lubię oglądać u innych blogerek.
Zapraszam do oglądania :)

Spacerkiem po lesie. 






 Tyle emocji! Przegrałam :(



Niestety, nie wiem wszystkiego.



Słodka para. W Realu trwa kiermasz książek.


A na paznokciach Vipera polka nr 67.



A jak Wam minął weekend?

sobota, 25 stycznia 2014

"Chce się żyć" M. Pieprzyca

Mija miesiąc od opublikowania pierwszego posta na blogu :) Bardzo spodobało mi się blogowanie. Są czytelniczki, są obserwatorki, ruch coraz większy i motywacji nie brakuje. Dobrze jest!

Na dzisiaj przygotowałam recenzję książki "Chce się żyć" autorstwa Macieja Pieprzycy.



"Chce się żyć" to oparta na prawdziwych wydarzeniach, niepokorna, a zarazem pełna ciepła i humoru opowieść o ogromnej woli życia osoby skazanej przez świat na milczenie.

Bohaterem książki jest, urodzony na początku lat 80., Mateusz Rosiński, u którego zdiagnozowano czterokończynowe porażenie mózgowe. Lekarze stwierdzili również, że chłopiec jest niesprawny intelektualnie. Nie może chodzić, mówić i komunikować się ze światem, jest jak roślina. Tylko, że Mateusz wszystko rozumie i potrafi myśleć. Chłopiec za wszelką cenę, chce udowodnić wszystkim, że nie jest rośliną. Pomóc chcą mu również rodzice, którzy nie pogodzili się z diagnozą lekarzy i wierzą w cud. Ale cudu nie będzie, będzie za to wielka chęć do życia. Przed chłopakiem długa i kręta droga do osiągnięcia celu. Los nie będzie go oszczędzał, ale nawet jak dosięgnie dna, zawsze znajdzie w sobie siłę by się od niego odbić. Mateusz ma twardy i niełatwy charakter, jego pasją są gwiazdy i ... kobiece biusty.

Lektura niesamowicie wzruszająca i bardzo zabawna. Trochę dziwne połączenie, bo jak z humorem można pisać o ciężkiej chorobie? Jednak się da i Pieprzyca to udowodnił.
Autor książki, a zarazem reżyser filmu, o tym samym tytule, opisuje świat niepełnosprawnych bez fałszywej litości i roztkliwiania się. Pokazuje, że chorzy ludzie także pragną przyjaźni, miłości, a przede wszystkim zrozumienia i cierpliwości.
Książka została napisała łatwym i prostym językiem, niesamowicie wciąga, ciężko się od niej oderwać.

W październiku 2013 roku miała miejsce premiera filmu "Chce się żyć". Jeszcze go nie oglądałam. 





Oglądałyście film lub czytałyście książkę "Chce się żyć" ?



wtorek, 21 stycznia 2014

Kolejne łupy z wyprzedaży

Chcąc skorzystać jeszcze z sezonowych obniżek cen, wybrałam się na poszukiwania czerwonego, cieplutkiego swetra, najlepiej o grubym splocie. Maszerowałam dzielnie od sklepu do sklepu. Niestety nie udało mi się znaleźć tego idealnego, ale nie wyszłam z galerii z pustymi rękoma :) Brak swetra zrekompensowałam sobie nową biżuterią i nie tylko. 


Moje pierwsze odwiedziny sklepu Parfois zaowocowały kupnem 4 par kolczyków. 




Nie wiem jak Wam, ale mnie gumki do włosów ciągle giną. Cały czas kupuję i kupuję, a jak chce związać włosy okazuje się, że nie mam żadnej ;) W C&A kupiłam zestaw gumek i wsuwek do włosów za 4, 90 zł. 



Będąc w TK MAXX, wśród ozdób choinkowych, znalazłam serduszko z moim ulubionym motywem - sową. Według mojego Chłopaka to poduszeczka na igły i szpilki ;)



Nie ma czerwonego swetra, ale jest czerwony kubek z ... sową. To chyba jakieś uzależnienie. Kupiłam go w Pepco za 6, 99 zł.




 Lubicie wyprzedaże?

niedziela, 19 stycznia 2014

Nowości lakierowe

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać moje nowości lakierowe. Zakup tylko jednego był planowany, a reszta hmm.... to dzieło przypadku ;) Kolekcja niebezpiecznie się powiększa.



Lakiery od Golden Rose bardzo lubię, mam ich już kilka. Szybko schną i są łatwo dostępne. Niektóre słabo kryją i konieczne jest nakładanie trzech warstw, ale mnie to nie przeszkadza.
Golden Rose Fantastic nr 211 to mała wpadka kolorystyczna, wynikająca z braku dobrego oświetlenia przy stoisku. Myślałam, że nie będzie, aż tak pomarańczowy, a bardziej różowy.
Cena:  5 zł
Golden Rose z proteinami nr 348. Właśnie ten tylko miałam kupić. Jego kolor to jasny szary.
Cena: 4 zł

Następne lakiery pochodzą od firmy Lemax. O lakierach tej firmy czytałam na różnych blogach i teraz postanowiłam wypróbować je na własnej skórze, właściwie to na własnych paznokciach. Jestem ciekawa czy się sprawdzą.
Lemax Nail Enamel w kolorze perłowej bieli, numer niestety nie jest podany. Nie mam jeszcze żadnego lakieru z wykończeniem perłowym.
Cena: 3 zł
Lemax Nail Enamel Galaxy Topper nr 4. Lakier zawiera dwa rodzaje brokatu : grubszy, w kształcie "plasterków miodu" w kolorze srebra, zieleni, czerwieni i fioletu oraz drobniutki wielokolorowy, mieniący się. Bardzo ciekawy efekt.
Cena: 3 zł



Ostatni kupiłam w Biedronce. Wpadł mi w oko, gdy stałam w długiej kolejce do kasy i jest to lakier Bell Air Flow (numeru brak). Mój pierwszy lakier z tej firmy. Jego kolor to klasyczna i elegancka czerwień. Ciekawa jestem jak będzie się prezentował na moich paznokciach. Zdziwiło mnie, że w Naturze te lakiery są dwa razy droższe.
Cena: 5,99 zł



Co sądzicie o tych lakierach? A może macie któryś w swojej kolekcji?

piątek, 17 stycznia 2014

Dobre śniadanko na dobry początek dnia

Lubię takie dni jak dziś, przede wszystkim dlatego, że miałam wolne :D  Wszystko, co sobie zaplanowałam udało mi się zrealizować. Mimo, że aura za oknem nie zachęcała do wyjścia, to i tak z uśmiechem na ustach biegałam po mieście załatwiając różne drobne sprawy. Pewnie nie miałabym tyle siły i energii, gdybym nie zjadła dobrego i sycącego śniadania. W końcu to śniadanie jest najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia. Związku z tym, że miałam trochę czasu rano, przyrządziłam sobie moje ulubione jajko sadzone z żółtym serem. Lubię pichcić i jeść, ale nie lubię spędzać dużo czasu w kuchni, dlatego moje przepisy są proste i szybkie w przygotowaniu.

Składniki:
- jedno jajko
- 1-2 plasterki wędliny
- szczypiorek
- ser żółty
- sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
Wędlinę kroimy w drobną kostkę, szczypiorek myjemy i kroimy, a ser ścieramy na drobnej tarce.


 Na rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju, wybijamy jajko, solimy i pieprzymy. Następnie, posypujemy jajko wędliną, serem i szczypiorkiem.



Smażymy ok. 2-3 (do czasu, aż ser żółty się rozpuści). Jeśli ktoś lubi mocno ścięte jajko wtedy smażymy dłużej, ok. 5 minut. Podajemy z pieczywem.



Smacznego :)


A co Wy najbardziej lubicie jeść na śniadanie? :)

wtorek, 14 stycznia 2014

Sarah Jio


Niewątpliwie Sarah Jio jest (w chwili obecnej) moją ulubioną autorką. Pierwszy raz z jej książką miałam styczność ponad rok temu, była to książka pod tytułem "Marcowe fiołki". Czytałam, czytałam i nie mogłam się oderwać. Po przeczytaniu, była godzina 2 w nocy z 31 marca na 1 kwietnia, stwierdziłam, że ta powieść trafiła idealnie w mój gust. Nie ukrywam, że lubię czytać romanse, ale pociągają mnie również tajemnice, jakieś niewyjaśnione historie z przeszłości. I to wszystko znalazłam w tej książce.
Kolejną pozycją, po którą sięgnęłam była "Jeżynowa zima", oczywiście bardzo mi się spodobała. Następna to "Kameliowy ogród" - wspaniała i niesamowicie wciągająca powieść, nie tylko ja tak twierdzę. A w poniedziałek skończyłam czytać "Dom na plaży" i tym razem się nie zawiodłam, już na drugiej stronie pojawiło się słowo "morderstwo".


Książki mają wiele elementów wspólnych, ale nie mogę powiedzieć żeby autorka powielała schemat. Każda pozycja jest zaskakująca, wielowątkowa i bardzo wciągająca. Sarah Jio wie jak zbudować napięcie i zaskoczyć czytelnika. To nie są typowe romanse, nie każda bohaterka szuka miłości, ale każda chce odnaleźć siebie i być szczęśliwa. A żeby to osiągnąć muszą zmierzyć się z przeszłością, w pewien sposób ją naprawić i wyjaśnić sprawy, które już dawno powinny być wyjaśnione.




Tę książkę darzę wyjątkowym sentymentem. Jak już wspominałam skończyłam ją czytać w nocy z 31 marca na 1 kwietnia, a ostatnie słowa tej powieści to "Był pierwszy kwietnia - nowy dzień, nowy miesiąc, początek nowej historii - mojej historii...". Dlaczego to zdanie jest dla mnie takie ważne? Podobnie jak główna bohaterka, która była gotowa na zamknięcie pewnego rozdziału swojego życia, tak i ja postanowiłam nie wracać do przeszłości i skupić się na przyszłości.
"Marcowe fiołki" to powieść o młodej kobiecie, której świat się wali, w chwili gdy dowiaduje się, że jej mąż odchodzi do innej. Za namową przyjaciółki postanawia odwiedzić ciotkę. W jej domu znajduje stary pamiętnik. Okazuje się, że z każdą przeczytaną stroną pojawia coraz więcej pytań związanych z przeszłością jej rodziny. Czy uda jej się poznać rodzinne sekrety ? I co z tym wszystkim ma wspólnego przystojny i tajemniczy artysta?





W "Jeżynowej zimie" przeplatają się losy współcześnie żyjącej Claire i żyjącej w pierwszej połowie XX wieku Very. Bohaterki łączy cierpienie, obie straciły dzieci. Clarie pisząc artykuł do gazety, trafia na informacje o zaginionym w latach 30. XX w chłopcu. Postanawia na nowo zbadać tę sprawę. Kolejne wskazówki,  które przybliżają ją do wyjaśnienia tej sprawy, w zagadkowy sposób zaczynają także łączyć zniknięcie dziecka z jej rodziną.
Ta książka jest jeszcze ciekawsza i bardziej tajemnicza od poprzedniej, ale i bardziej nostalgiczna.











Ta książka podoba mi się najbardziej. Powieść do samego końca trzyma w napięciu. Bardzo ciężko się od niej oderwać. Ma najbardziej zawiła fabułę, co czyni ją jeszcze ciekawszą.
Addison i Rex przybywają do Anglii, do nowo zakupionej rezydencji jego rodziców. Wkrótce dowiedzą się, że poprzedni mieszkańcy, nie zaznali tutaj szczęścia. Mury skrywają mroczne tajemnice, a kluczem do rozwiązania zagadki są kwiaty. Kto stoi za tajemniczymi zniknięciami kobiet w pobliskim miasteczku? Addison nie tylko chce poznać sekrety tego domu, ale także stawić czoła własnej przeszłości.











"Dom na plaży" to przede wszystkim powieść o miłości i przyjaźni. Anna tuż przed swoim ślubem postanawia wyruszyć  ze swoją przyjaciółką Kitty na Bora - Bora. Obie są pielęgniarkami i chcą służyć pomocą żołnierzom walczącym na Pacyfiku. w czasie II wojny światowej. Ta piękna wyspa zmienia ludzi. Szybko się okazuję, że dla Kitty ważniejsze jest szukanie sobie męża niż przyjaźń. A Anna zapoznaje miłego żołnierza Westrego. Oboje postanawiają odnowić małą chatkę, która później staje się miejscem ich potajemnych spotkań. Relację między nimi stają się coraz bardziej intymne, a przecież Anna ma narzeczonego. Czy tych dwoje będzie mogło być razem?








Gorąco polecam ! :) 



niedziela, 12 stycznia 2014

Filmowa niedziela

Święta plus parę dni urlopu, zaowocowało sporą ilością wolnego czasu, który spożytkowałam głownie na prowadzenie bloga (to bardzo wciąga, nie przypuszczałam, że aż tak), czytaniu, ale i na oglądaniu filmów. O kilku postanowiłam napisać parę słów.

1. Kwartet , reż. Dustin Hoffman
    gatunek: komedia, dramat

Akcja filmu rozgrywa się w domu spokojnej starości, ale nie jest to typowy dom starości, ponieważ pensjonariusze to wybitni śpiewacy operowi. Własnie trwają przygotowania do odbywającego się co roku koncertu, pieniądze zebrane z tej okazji zostają przekazane na podratowanie budżetu instytucji. Względny spokój przygotowań zostaje zakłócony przez przybycie nowej pensjonariuszki, prawdziwej diwy operowej. Kobieta ma problemy z pogodzeniem się ze swoim losem, i z integracją ze współmieszkańcami. Okazuje się, że z jednym z pensjonariuszy łączą ją pewne niewyjaśnione sprawy z przeszłości.
Bardzo lubię takie filmy, oglądałam go z prawdziwą przyjemnością. Nie znajdziecie w nim szybkich zwrotów akcji, zawiłej fabuły, ten film jest spokojny i odprężający. Działa trochę jak balsam dla duszy. Świetni aktorzy i piękna muzyka. Po jego obejrzeniu przypomniał mi się inny film, który bardzo mi się spodobał "Hotel Marigold".



2. Jak ona to robi?, reż. Douglas McGrath
    gatunek: komedia

Gówna bohaterka, Kate, na co dzień łączy pracę z rolą matki i żony. Wychodzi jej to bardzo dobrze, a wszyscy pytają Jak ona to robi? Sprawa się komplikuje, gdy zaczyna współpracę z przystojnym Jackiem. Za kolejne zawodowe sukcesy niestety płaci szczęściem rodzinnym. Coraz więcej czasu spędza z czarującym Jackiem, który staje się jej coraz bliższy. Bohaterka staje przed dylematem, co jest ważniejsze: praca, która naprawdę lubi, czy rodzina?
Przyjemny, lekki  i pogodny film z gwiazdorską obsadą, w roli Kate - Sarah Jessika Parker, a w roli Jacka Pierce Brosman. Świetny na zimowe wieczory.






3. Sklep dla samobójców, reż. Patrice Leconte
    gatunek: animacja, komedia, musical

W pewnym szarym, smutnym mieście co chwile, ktoś popełnia samobójstwo, nie tylko ludzie, ale nawet i gołębie Gdy ktoś podejmie decyzję skończenia ze sobą, udaje się do pewnego sklepu, Sklepu dla samobójców, prowadzonych przez małżeństwo Mishmy i Lukrecji oraz ich dwójkę dzieci. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, oferta jest bardzo bogata i atrakcyjna, a sklepikarze to prawdziwi fachowcy, zawsze służą dobrą radą. Wszystko się zmienia, gdy na świat przychodzi trzecie dziecko właścicieli. Malec cały czas się uśmiecha, a jego optymizm jest zaraźliwy. Czy uda mu się przekonać rodzinę i mieszkańców tego smutnego miasta, że życie jest piękne i kolorowe?
Trochę się zawiodłam. Liczyłam, że będzie śmieszniejszy, a tych samobójców trochę mniej. Jedak, nie uważam, że zmarnowałam czas oglądając tę bajkę.




4. Wielkie wesele, reż. Justin Zackhman
    gatunek: komedia

Co, do tego filmu miałam mieszane uczucia. Z jednej strony plejada hollywoodzkich gwiazd, z drugiej ten film znalazł się w dziesiątce najgorszy filmów 2013 roku. Po obejrzeniu stwierdzam, że nie jest tak źle, widziałam znacznie gorsze filmy. Na pewno to nie jest komedia romantyczna. Pojawia się sporo śmiesznych zwrotów akcji.
Don i Elli rozwiedli się 10 lat temu, od tamtej pory się nie widzieli. Teraz musza się spotkać, bo ich adoptowany syn wkrótce się żeni. Na ślubie ma też być biologiczna matka pana młodego, która jest zagorzałą katoliczką. Syn Dona i Elli ma do nich nietypową prośbę ... chce by udawali, że są nadal małżeństwem. Tylko, jak na to zareaguje obecna partnerka ojca? Z pozoru, pomimo rozwodu rodziców, wszyscy tworzą wielką kochająca się rodzinę. Prawda jest taka, że każdy coś ukrywa i nikt nie ma czystego sumienia. Ciosy poniżej pasa są mile widziane.




Oglądałyście, któryś z tych filmów?

środa, 8 stycznia 2014

Strój dnia

Coraz bardziej zaczyna mi przeszkadzać pogoda, którą aktualnie mamy. Ani to wiosna, ani zima, dobrze że chociaż słońca jest trochę. Tęsknię coraz bardziej za białym puchem skrzypiącym pod butami, za płatkami śniegu leniwie spadającym na ziemię, a nawet za siarczystymi mrozami. Zimo przybywaj! :)

Trochę ponarzekałam, a teraz przechodzę do sedna. Chcę Wam pokazać, w co byłam ubrana dzisiaj. Różowy to jeden z moich ulubionych kolorów. Chyba wszyscy kojarzą różową garsonkę Jacqueline Kennedy Onassis, a więc ten kolor może być wytworny i elegancki. To, co mam na sobie, aż tak eleganckie nie jest ;) Różowy połączany ze złotymi dodatkami to mój hit sezonu. Do tego granatowe dżinsy i nieduża, ale pakowna torebka w kwiatowy wzór. Jestem gotowa do wyjścia.













sweterek - H&M
spodnie - C&A
torebka - House
naszyjnik - House
zegarek - allegro
kolczyki - nn


Niestety,ale na każdym zdjęciu sweterek ma inny kolor. Na zdjęciu nr trzy jest najbliżej oryginalnego koloru :)

Jak Wam się podoba taki zestaw?

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Olejek arganowy kontra jedwab

Piękne, zdrowe, lśniące włosy, pokuszę się o stwierdzenie, że każda z nas o takich marzy, bo ja na pewno tak. Niestety, ale moje włosy to porażka. Nie są ani proste, ani kręcone, lekko pofalowane. Puszą się okropnie. Totalna niesubordynacja z ich strony. Po prostu, moje włosy żyją własnym życiem ;) Dodatkowo są suche, a końcówki bardzo się rozdwajają. Miesiąc temu skróciłam je o 10 cm. Zaczynam walkę o piękne i zdrowe włosy :) Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować kosmetyki, które pomagają mi okiełznać moje włosy.

O olejku arganowym jest głośno od paru miesięcy. Możemy go znaleźć w kosmetykach do pielęgnacji skóry i włosów. Postanowiłam wypróbować dwa produkty zawierający olejek arganowy. Oba produkty pochodzą od firmy Marion.


Pierwszy to : Ultralekka odżywka z olejkiem arganowym. 7 efektów.

Pojemność - 120 ml
Cena - ok 8 zł
Skład - Aqua, Cyclopentasiloxane, Cetrimonium Chloride, Polyquaternium-70 (and) Dipropylene Glycol, Propylene Glycol, Coceth-7 (and) PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether (and) PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Phenyltrimethicone, Parfum, Sodium Sulfate, Phenoxyethanol (and) Ethylexylglycerin, Methylisothiazolinone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Benzyl Cinnamate, CI16255, CI 19140, CI 15985, Citric Acid, Triethanolamine.




Oto, jakie efekty pomoże nam osiągnąć ta odżywka:

- przywraca piękny połysk,
- regeneruje włosy od wewnątrz i wygładza,
- ułatwia rozczesywanie i układanie,
- wzmacnia i nawilża,
- nadaje miękkość i elastyczność,
- chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych,
- zapobiega puszeniu się włosów.

Cóż mogę powiedzieć ... zawiodłam się. Jak dla mnie, ta odżywka nie daje żadnego z 7 efektów. Przede wszystkim bardzo obciąża włosy. Zawsze stosuje ją na mokre włosy, po wysuszeniu mam wrażenie, że moje włosy są przetłuszczone. Z ich wygładzeniem też nie najlepiej sobie radzi. Nie ułatwia też rozczesywania. Jedynymi zaletami jest to, że ma ładny, słodki zapach i łatwo się go aplikuje.


Kolejny produkt, to Kuracja olejkiem arganowym. 7 efektów.

Pojemność - 15 ml
Cena - w promocji za ok 5 zł
Skład Cyclopentasiloxane (and) Dimethiconol, Dimethicone, Phenyltrimethicone, Isopropyl Myristate, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Cl 47000, Cl 26100, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Benzyl Cinnamate



Podobnie jak u poprzednika, ten produkt ma zapewnić naszym włosom osiągnięcie 7 efektów.
Moim zdaniem, bardzo dobrze spełnia swoje zadania. Jest bardzo wydajny, jedna, dwie krople wystarczą (stosuję na mokre włosy od połowy ich długości).To małe opakowanie mam od kilku miesięcy. Odmierzenie odpowiedniej ilości ułatwia dozownik. Moje włosy po zastosowaniu tego kosmetyku są miękkie, błyszczące, nie puszą się i pięknie pachną. Nie dostrzegam w nim wad.

Kolejny produkt, który stosuję to Biosilk, SilkTherapy
Pojemność - 15 ml
Cena - w promocji ok 4 zł
SkładCyclomethicone, Dimethicone, SD/Alkohol 40B, Panthenol, Ethyl Ester of Hydrolized Silk, Octyl Methoxycinnamate, Parfum, C 12-15 Alkyl Benzoate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben



Tego produktu, chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Stosuję go od prawie 3 lat.  Chociaż mam wrażenie, że gdy używałam go regularnie stan moich włosów się pogorszył i stały się bardziej suche. Największa wadą jest jego aplikacja, łatwo nałożyć go na włosy za dużo, czego skutkiem jest efekt przetłuszczonych włosów. Ładnie pachnie i jest bardzo wydajny. 



Moim faworytem jest produkt od Marion - Kuracja olejkiem arganowym.


Znacie te produkty ? Stosujecie je? Ciekawa jestem Waszych opinii :) 

piątek, 3 stycznia 2014

Nowości w szafie

Wszelkiego rodzaju hasła i napisy typu Wyprzedaż, Sale, -50%, -70% pojawiające się w witrynach sklepowych przyciągają mnie do siebie jak magnes. Wtedy też mój zdrowy rozsądek znika i mocne postanowienie, że już nie będę nic kupować, bo przecież w mojej szafie nie ma już miejsca, przestaje mieć znaczenie. Wchodzę do sklepu, patrzę, oglądam, przymierzam, odkładam. I tak w koło przez parę ... godzin. Niestety albo "stety" zawsze znajdę coś ciekawego, coś co na bank się przyda. Zakupoholizm w zaawansowanym stopniu ;) Już przed świętami ruszyła fala wyprzedaży. Oczywiście wiele rzeczy wpadło mi w oko, ale ostatecznie zdecydowałam się tylko na trzy bluzki. Oto one:



Pasiak z Housa, rozmiar S, cena po obniżce 19,90 zł



T-shirt z ciekawym wzorem z Mohito, rozmiar S, cena po obniżce 29,90 zł



Bluzeczka z rękawem 3/4 z Reserved, rozmiar S, cena po obniżce 29,90 zł


Urzekły mnie w niej perełki.


A na deser, pierścionek z dużym oczkiem z Orsey'a, cena 10 zł

                           


P.S. Nigdy bym nie przypuszczała,że najtrudniejsze w prowadzeniu bloga będzie robienie zdjęć. Jeszcze dużo muszę się nauczyć ;)