niedziela, 19 marca 2017

Ślub na głowie

Cześć!

Pewnie zauważyliście, że jestem coraz rzadziej na blogu, a także że nie zaglądam do Was. Powód jest jeden: za miesiąc wychodzę za mąż i o niczym innym nie potrafię myśleć. Im bliżej TEJ daty, tym gorzej ze mną ;)
Myślałam, że decydując się na małe przyjecie (ok. 60 osób), ominie mnie przedślubna gorączka i stres. Otóż nie. Narzeczony żartuje, że tydzień przed ślubem będę pić melisę w hektolitrach. Stresuję się ogromnie.



Od zaręczyn minęło już ponad 2 lata, a decyzję o ślubie podjęliśmy dopiero na przełomie września i października. I wtedy ruszyła cała machina.
Zaczęliśmy od ustalenia daty, czyli 22 kwietnia 2017 r. Nie chciałam brać ślubu w letnich miesiącach, ze względu na pogodę (nie lubię upałów). A do września było zbyt daleko. Znam siebie i wiem, że nie dla mnie planowanie ślubu dwa lata do przodu, nawet rok to za długo. Im dalej do ślubu, tym więcej bym się stresowała i kombinowała.


Ze znalezieniem sali nie było większych problemów, oblegane są te, które pomieszczą ponad 160 gości. Fotografa i Dj'a też nam się udało szybko "odhaczyć".
Ze znalezieniem sukni ślubnej poszło łatwiej niż myślałam. Problemy zaczęły się przy wyborze zaproszeń. Przeszukałam chyba cały Internet. Podobało mi się wiele zaproszeń, ale żadne nie było "nasze". W ostatniej chwili, tuż po Nowym Roku, wreszcie się udało się znaleźć te idealne. I zaczął się weekendowy maraton zapraszania. Bardzo miło wspominam wszystkie te spotkania z rodziną i ze znajomymi.



Został miesiąc i jeszcze wiele spraw do załatwienia, którymi nie mogliśmy się zająć wcześniej nie znając kompletnej listy gości. 
Myślę, że jak już ochłonę po ślubie pojawi się post podsumowujący całość przygotowań. 

Do zobaczenia w kolejnych postach, na bloga mam zamiar oczywiście wrócić :)


środa, 22 lutego 2017

Co nowego?

Witajcie!

Dzisiaj, mam dla Was krótki post z kosmetycznymi nowościami, wśród których znalazły się produkty dobrze mi znane oraz zupełne nowości.


Zakupy z ostatnich kilku tygodni:


Krem pod oczy Soraya Hialuronowy bardzo lubię i pisałam już o nim na blogu. Na olejek Nacomi ze słodkich migdałów skusiłam się będąc w Hebe, stosuje go do pielęgnacji twarzy i olejowania włosów.  Kremy do rąk z pompką są są bardzo praktyczne dlatego kupiłam Regenerujący krem do rąk Tamaryndowiec z zieloną pomarańczą. Szukałam pudru, który będzie matowić na długo, dlatego zamówiłam Puder bambusowy z Ecocery. To wielkie rozczarowanie, może ten ryżowy byłby lepszy.


Maseczek antybakteryjnych z Perfecty zaczęłam używać jeszcze na studiach, fajnie rozjaśnia przebarwienia na skórze. Nie zostanę fanką podkładu od Mavbelline Anffinitone, będę musiała poszukać czegoś lepszego. Crayony z Golden Rose uwielbiam, dokupiłam kredkę w kolorze 07, śliczna żywą czerwień.


Szampon Isana Med to stały bywalec w mojej łazience, bardzo dobrze oczyszcza. Postanowiłam również przetestować suchy szampon Batiste dodający objętości. Nie polubiłam tego produktu. Włosy są bardzo niemiłe w dotyku, a objętości wcale nie ma.


Zdecydowałam się zakup zestawu kosmetyków Le Petit Marseillais. Jestem w trakcie testowania kremu do rąk, bardzo ładnie pachnie i dobrze nawilża dłonie. Póki co jestem z niego zadowolona.


Miałyście któryś z tych produktów?